![WhatsApp+Image+2025-06-02+at+13.53.46.jpeg [96f9394282a3]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0a957-431d-7326-be31-ca06208670da.jpeg?width=960&format=webp)
Kartka z kalendarza: Sześć dekad od pierwszego triumfu w Pucharze Polski
Sprawdzamy jakie ciekawe wydarzenia z historii Górnika związane są z datą 2 czerwca. Na pewno najważniejszym z nich jest 60. rocznica wywalczenia pierwszego trofeum Pucharu Polski, a zarazem dubletu.
1949 rok – Jedna z pierwszych informacji o meczu Górnika w prasie. Klub istnieje pół roku i gra derby z Górnikiem Mikulczyce – obecna dzielnica miasta nie była jeszcze wtedy w granicach administracyjnych Zabrza. „Mikulczyce. Przez cały czas gry przewagę miała lepsza technicznie jedenastka gości, której atak nie wykorzystał jednak szeregu dogodnych sytuacji podbramkowych. Obydwie bramki dla gospodarzy zdobył Siwy, a dla gości Ptak i Franosz po 1. Sędziował bardzo dobrze p. Weber, widzów 1500 osób” - tak pisał „Sport” po remisie 2:2.
1965 rok - Na stadionie w Zielonej Górze zabrzanie sięgają po raz pierwszy po Puchar Polski. W starciu Dawida z Goliatem rywalem Górnika jest jedenastka Czarnych Żagań (4:0). Już do przerwy Ernest Pohl strzela trzy gole, w drugiej połowie czwarte trafienie dorzuca Jerzy Musiałek. Trenerem drużyny jest Ferenc Farsang, Stanisław Oślizło po raz pierwszy unosi trofeum w górę.
Co o tym spotkaniu możemy przeczytać?
"Na boisku w Zielonej Górze panowała atmosfera wielkiego sportowego święta. Sam jednak mecz trudno zaliczyć do fascynującego widowiska. Zawiódł kibiców, był bez historii i bez bohaterów. Puchar Polski trafił we właściwe ręce. Górnicy ani przez chwilę nie byli zagrożeni. Nie mieli żadnych problemów od początku do końca, a po strzeleniu trzeciej bramki zaczęli traktować mecz jak sparing lub trening, co nie przypadło do gustu widowni, oczekującej od finalistów pucharu zaciętej walki. W szeregi gospodarzy wkradło się bezhołowie, rychło też stracili serce do gry i sprawiali wrażenie, jakby odrabiali pańszczyznę, a nie toczyli bój o cenne trofeum."
Janusz Jeleń, Andrzej Konieczny „Piłkarski Puchar Polski”; Wyd. Sport i Turystyka, Warszawa 1988
"Do Czarnych nie mamy za wielkich pretensji. Grali tak, jak umieli, a że nie umieją za dużo, to inna sprawa. Być może nie wytrzymali również nerwowo stawki, „spalając” energię w oczekiwaniu na finał. W przeciwnym wypadku trudno zrozumieć, jak mogli oni pokonać Polonię Bytom, Pogoń, Wisłę i ŁKS. W środowym finale zobaczyliśmy bowiem zespół o kwalifikacjach przeciętnych III-ligowców, w którym jedyne jaśniejsze punkty stanowili Kuczko i Charbicki. Smutne to, ale prawdziwe – co nie umniejsza naszego podziwu dla ich poprzednich zwycięstw."
„Sport”, 4 czerwca 1965 r.
"Pamiętam moment, gdy zostaliśmy poinformowani, że gramy w finale z trzecioligowcem. Mieliśmy jednak świadomość, że nie będzie łatwo, bo przecież Czarni wcześniej wyeliminowali chociażby ŁKS. Wynikało z tego, że muszą tam być piłkarze, na których trzeba uważać i zagrać solidnie, z pełnym zaangażowaniem. Czarni mogli przecież wyjść na boisko i tak jak wcześniej zastopować drużynę, z którą mieli lekko przegrać. To było ich wielką motywacją. Na szczęście mecz ułożył nam się bardzo dobrze. Trzeba jednak przyznać, że w drugiej połowie Czarni poczynali sobie o wiele śmielej niż na początku."
Stanisław Oślizło; cytat pochodzi z artykułu Sebastiana Chabiniaka dla sport.tvn24.pl; 4 czerwca 2015 r.
Więcej o meczu możecie przeczytać na łamach archiwum PZPN - TUTAJ.
![Fina%C5%82+PP+1965+PN+1.jpg [08f3882d8499]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0a957-3abf-759f-a1d7-6428e4eb0af0.jpg?width=480&format=webp&quality=85)
![Zrzut+ekranu+2025-06-2+o+13.58.31.png [b4426da33b67]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0a957-3e6e-747d-a803-61115866a214.png?width=480&format=webp&quality=85)
1956 rok – wizyta w Zabrzu Szachtiora Doniec. 10000 widzów ogląda towarzyskie starcie z klubem z Ukrainy zakończone remisem 2:2. Bramki dla gospodarzy strzelili Wiśniewski i Jankowski. Dzieliło je niespełna 40 sekund. W drugiej połowie na boisko wszedł Alfred Kokot. W Górniku zagrał tylko cztery mecze i to w niższych ligach, choć w 1949 roku zaliczył mecz w reprezentacji Polski z Danią, w którym zresztą strzelił gola. Miał zaledwie 157 cm wzrostu.

