![Człowiek w garniturze wręcza puchar młodym mężczyznom na zewnątrz. [a15ed3838535]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a08fbb-b2bc-7046-b103-8dc382f0eba3.jpg?width=960&format=webp)
Lech – Górnik o Superpuchar, czyli rewanż po 38 latach!
Rozgrywki o piłkarski Superpuchar, rozgrywane pomiędzy mistrzem a zdobywcą Pucharu Polski zapoczątkowano dopiero w 1980 roku. Premierowy finał, który był tak szumnie zapowiadany miał być rozegrany w dniu 22 czerwca 1980 roku, ale po prostu się nie odbył. Tak więc oficjalnie pierwszy pojedynek o laur rozegrano dopiero w 1983 roku. Następny ...cztery lata później. Zdobył go wówczas wrocławski Śląsk, który pokonał Górnika 2:0. Ale już rok później nadarzyła się kolejna okazja do zdobycia trofeum.
Przygotowano miejsce w klubowej gablocie
Sezon 1987/88 przyniósł zabrzańskiemu klubowi czwarty z rzędu prymat w lidze. Jesień w wykonaniu piłkarzy Górnika jednoznacznie dawała odpowiedź na pytanie - kto będzie mistrzem? Wiosna była z kolei bardzo nierówna - pięć remisów z rzędu zachwiało przewagą Górnika, jednak później Trójkolorowi pokazali, kto rządzi w lidze i z dziewięcioma oczkami przewagi uplasowali sie na szczycie tabeli. Niestety, nie udało się ustrzelić dubletu - w półfinale Pucharu Polski Legia w dwumeczu okazała się lepsza. Jednak pojawiła się powtórna szansa na zdobycie Superpucharu Polski. Finałowy przeciwnik - poznański Lech nie miał zbyt udanego sezonu - Kolejorz rozgrywki zakończyli dopiero na dziewiątym miejscu. Jednak w finale Pucharu Polski zdołali pokonać warszawską Legię. A to oznaczało, że spotkanie może mieć emocjonujący przebieg. Poza tym w gablocie przeznaczonej na puchary zdobywane przez Górnika, kłuła jedna "dziura". Tak więc motywacja dla piłkarzy była ogromna.
Uwertura do nowego sezonu
Ponieważ liga zakończyła się 18-go czerwca, a rozgrywki 1988/89 postanowiono rozpocząć 30-go lipca, władze PZPN-u zadecydowały, aby spotkanie o Superpuchar rozegrać tydzień przed inauguracją nowego sezonu. Tak się zbiegło, że piątek - 22-go lipca był Świętem Odrodzenia - najważniejszym w tamtym okresie (to przypomnienie dla młodszych czytelników), a więc mecz miał stanowić wydarzenie w skali całego kraju, początkując atrakcje - dzisiaj powiedzielibyśmy - długiego weekendu. Zadecydowano przy tym , że areną spotkanie będzie stadion XXXV-lecia PRL-u, w Piotrkowie Trybunalskim. Tymczasem oba zespoły przygotowywały się do nowego sezonu. Przed sezonem w obydwu klubach nie doszło do spektakularnych transferów. Do szerokiej kadry Górnika trafił tylko utalentowany 20-letni obrońca - Piotr Jegor z zespołu knurowskiego Górnika.
Piłkarze kupili bilety na mecz
Dzień przed meczem, po południowym rozruchu, trener Bochynek zaprosił piłkarzy do autokaru, który ruszył do Piotrkowa. Ale po drodze zatrzymał sie w Częstochowie. Co prawda jasnogórskie kroniki milczą, czy zabrzanie oddali się modłom w intencji wygranej, ale działacze postanowili, że w tym mieście ekipa spędzi noc, by około 13-stej udać się do położonej kilkadziesiąt kilometrów dalej areny tegorocznego finału Superpucharu Polski. Kilkanaście minut po 15-tej zabrzanie jako pierwsi zameldowali się na stadionie. Wypakowali bagaże i poszli pooglądać murawę. Cyroń i Piotrowicz znali ją z eliminacyjnego meczu do Igrzysk Olimpijskich przeciwko Rumunii. Innym po praz pierwszy przyszło zobaczyć odświętnie wystrojony obiekt. W oczy rzucał się kryształowy puchar, przeznaczony dla triumfatora. Kiedy zabrzanie wrócili w okolice szatni, spotkali swoich przeciwników i otrzymali od kierownika drużyny Edwarda Sochy...bilety wstępu na mecz! Każdy z ekipy zapłacił 600 złotych za bilet, podobnie zachowali sie rywale i sędziowie. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie mniej ważny jak wynik tego spotkania, jest jego cel - zasilenie Fundacji Gloria Victis, założonej przez Ryszarda Parulskiego na rzecz byłych sportowców. Jak określić dzisiaj tamtą kwotę 600 złotych? Przeciętne wynagrodzenie wynosiło wówczas 53 000 złotych. Oprócz tych zakupionych biletów piłkarze Górnika wpłacili na konto fundacji kwotę 210 tysięcy złotych. Były to pieniądze, które otrzymali za film, który kręcono podczas półfinałowego meczu o Puchar Polski z warszawską Legią, a który stanowi dzisiaj klasykę kina tamtych lat, czyli "Piłkarski poker".
Święto w Piotrkowie
Na piotrkowskim stadionie zjawiło się dziesięć tysięcy kibiców oczekujących dobrego futbolu. Nie jest tajemnicą, że magnesem, który przyciągał, był nasz zespół, który wyszedł na boisko w ustawieniu 4-4-2. Z kolei Poznaniacy przyjęli taktykę indywidualnego krycia. Dlatego od początku meczu na murawie pojawiły się "pary". Cyronia krył Rzepka, Urbana - Krueger, a Barana nie odstępował Słowakiewicz. Jednak już w 8. minucie Warzycha z Grembockim przeprowadzili szybką akcję, która zakończyła sie centrą w pole karne. Cyroń sprytnie ubiegł poznańskiego bramkarza i Górnik prowadził 1:0. Po tej akcji gra przebiegająca do tej pory w wakacyjnym tempie, nabrała rumieńców. Lech chciał szybko wyrównać, zabrzanie zadać drugi cios. Trzeba przyznać, że więcej sytuacji stwarzali Górnicy, jednak groźne strzały Cyronia, Grembockiego, Klemenza i Barana nie znalazły drogi do bramki. Ale przeciwnicy nie pozostawali dłużni, lecz uderzenia Rybaka i Pachelskiego zdołał sparować Wandzik. W 43 minucie publiczność nagrodziła gromkimi brawami minimalnie niecelny strzał Cyronia "nożycami" i prowadzący to spotkanie Michał Listkiewicz zakończył pierwszą odsłonę finału.
Emocji ciąg dalszy
Druga połowa rozpoczęła sie od dwóch zmian. Za Klemenza, który doznał drobnego urazu wszedł Krzysztof Zagórski, a w Lechu Głombinowskiego zastąpił obiecujący junior - Andrzej Juskowiak. Tempo meczu nieco spadło, co spowodowała upalna aura, jednak Lech dążył konsekwentnie do wyrównania. W 67. minucie wrzutkę Komornickiego przyjął Krueger, który zrobił to na swoim polu karnym i w dodatku ręką. Decyzja sędziego mogła być jedna - rzut karny. Ryszard Cyroń nie zwykł marnować takich okazji i Górnik prowadził już 2:0. Wydawało się, że nic ciekawego w tym meczu już się nie wydarzy, jednak 6 minut później Juskowiak doszedł do prostopadłego podania, zostawiając w tyle zabrzańskich obrońców i nie dał szans Wandzikowi, potwierdzając tym swój wielki talent. Jednobramkowa przewaga na 17 minut przed końcem zwiastowała nie lada emocje! Rywale ruszyli do ataku, ale nasi defensorzy grali uważnie. Kilka minut przed końcowym gwizdkiem Lechici chyba przestali wierzyć w możliwość wyrównania. Zamiast postawić wszystko na jedną kartę, cofnęli się na swoją połowę, oddając inicjatywę mistrzom Polski, którzy nie dali wydrzeć sobie zwycięstwa. Końcowy gwizdek sędziego oznaczał, że wolne miejsce w klubowej gablocie zostanie wypełnione. Tym samym "trójkolorowi" udanie zrewanżowali się trenerowi Lecha - Henrykowi Apostelowi, który rok wcześniej, prowadząc Śląsk Wrocław ograł w finale zabrzan 2:0. Dzięki temu tryumfowi Górnik Zabrze stał się drugim polskim zespołem (po Śląsku Wrocław), mającym w dorobku wszystkie krajowe zaszczyty - Mistrzostwo, Puchar Polski i Superpuchar.
W tym meczu zespół zagrał w następującym składzie:
Józef Wandzik – Jacek Grembocki, Józef Dankowski, Marek Piotrowicz, Robert Grzanka – Robert Warzycha, Ryszard Komornicki, Joachim Klemenz (Krzysztof Zagórski), Jan Urban – Ryszard Cyroń, Krzysztof Baran (Mirosław Szlezak).
Autor: Marek Dziechciarz

