![10026-mini-3+%281%29.jpg [1d6292e2984c]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0ae7a-ee62-732e-9bef-558115b77eba.jpg?width=775&format=webp)
Pamiętajmy o tych, którzy odeszli... (cz. 2)
Początek listopada to szczególny miesiąc. To czas, w którym wspominamy tych, których już wśród nas nie ma… Od pierwszych sukcesów Górnika minęło już pół wieku i lista ludzi, którzy mocno zaznaczyli swoją obecność w historii klubu nie jest krótka. Dlatego w tych dniach wspomnijmy i przypomnijmy wszystkim kibicom piłkarzy, którzy odeszli, tworząc wcześniej wielkiego Górnika.
Joachim Szołtysek (1932-1985)
Bramkarz, przyszedł do Górnika z AKS-u Chorzów, po rocznej przerwie spowodowanej karencją. Był bardzo sprawny fizycznie, na co wpływ miał fakt, że uprawiał również piłkę ręczną. No i te przyzwyczajenia z ręcznej nieraz prokurowały niebezpieczne sytuacje pod naszą bramką, ponieważ Szołtyskowi zdarzało się po strzale odbijać piłkę przed siebie! Po zakończeniu kariery został trenerem. Był bardzo wymagający i cieszył się dużym szacunkiem. Joachim Szołtysek grał w piłkę ręczną w zespole AZS Katowice i zaliczył nawet kilkanaście spotkań w reprezentacji Polski! W zespole Górnika w latach 1959-1961 rozegrał 44 mecze. I jeszcze ciekawostka: w listopadzie 1964 roku, kiedy pracował już jako trener w Górniku Wesoła awaryjnie stanął między słupkami bramki Górnika w jednym meczu ligowym i jednym o Puchar Polski (oba zwycięskie) i dzięki temu w sezonie 1964/1965 został mistrzem Polski i zdobywcą PP!
Pochowany został na cmentarzu w Chorzowie.
Edward Jankowski (1930-1987)
Był wychowankiem 1.FC Katowce. Zanim w 1955 roku znalazł sie w Górniku, zwiedził kilka klubów. A do Zabrza trafił z radlińskiego Górnika razem z Ewaldem Wiśniowskim.
Napastnik wyjątkowy jak na tamte czasy. Świetny technicznie, szybki, twardo grający. Nawet na treningach nie odpuszczał. Był dobrym duchem zespołu, posiadał tzw. „ciąg” na bramkę, a jego mocne plasowane strzały sprawiały duży kłopot bramkarzom. Miał nietypowy zwód, bardzo trudno było odebrać mu piłkę. Słynął z ośmieszania obrońców przeciwnika, co ściągało na niego nieraz kłopoty. Władze PZPN nie chciały tolerować przypadków, kiedy” Jana” po przedrylowaniu przeciwników łącznie z bramkarzem stawał z piłką na linii bramkowej, czekając na ich powrót! Edward Jankowski był autorem pierwszej ligowej bramko dla Górnika a tym samym strzelcem pierwszej bramki (10 minuta) w premierowych Derbach Śląska (3:1 z Ruchem). W Zabrzu grał w latach 1954-1962, a w I lidze rozegrał 140 spotkań, w których 75 razy trafiał do siatki rywali, co jest przykładem jego fantastycznej skuteczności. Jako pierwszy piłkarz Górnika zdobył dla zespołu 50 bramek. Był również 10-krotnym reprezentantem Polski. Karierę kontynuował w Polonii Mebourne a zakończył w ROW Rybnik w 1969 roku. Jako trener, z rezerwami ROW doszedł w 1975 roku do finału Pucharu Polski. W półfinale jego zespół pokonał...Górnika!
Został pochowany na cmentarzu w Chwałowicach.
Józef Machnik (1931-1990)
Do Górnika trafił w 1965 roku z AKS-u Chorzów, z zespołu... piłki ręcznej! Urodzonego w Wadowicach gracza, powojenna zawierucha przygnała go do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Zabrza. Zaczynał jeszcze jako gimnazjalista od siatkówki, jednak niebawem pojawił się w klubie Zjednoczenie Zabrze i tam wypłynął jako wieloboista, specjalizujący się w skoku wzwyż. Jednak energia rozpierała młodego sportowca, który pod koniec lat 40-tych został - choć bez oficjalnego zgłoszenia - piłkarzem Górnika Rokitnica. Po odbytej w Wawelu Kraków służbie wojskowej zaczął grać w Górniku Biskupice, gdzie mieszkał, a potem w 1953 roku trafił właśnie do AKS-u Chorzów, zespołu, który w tamtym okresie posiadał świetną sekcję szczypiorniaka. O wszechstronnym talencie Józefa Machnika świadczy fakt, że to właśnie w tej dyscyplinie dostąpił w 1955 roku zaszczytu reprezentowania biało-czerwonych barw! W końcu 1955 roku, Machnik namówiony przez Mariana Olejnika - pomocnika Górnika, pojechał zimą na obóz z kadrą trenera Augustyna Dziwisza. Ten szybko zobaczył, że ma do czynienia z samorodnym talentem bramkarskim i zaproponował aby sportowiec skupił się na jednej dyscyplinie, która miał być piłka nożna. W ten sposób Machnik stał się bramkarzem. 28 października 1956 roku debiutował w reprezentacji Polski, stając sie pierwszym w dziejach klubu reprezentantem. W 1958 roku odszedł do Zagłębia, gdzie nie miał tak mocnego konkurenta na swojej pozycji jak Kaczmarczyk w Zabrzu. Machnik nie odznaczał się wyśmienitymi warunkami fizycznymi jak na bramkarza. 180 cm. wzrostu to nie było za wiele. Jednak wrodzona sprawność i skoczność a także doświadczenie wyniesione z gry w piłkę ręczną sprawiły, że był mocnym punktem zespołu. Grał bardzo skutecznie, nie na pokaz, choć lubił efektowne parady. Bardzo dobrze kierował grą obrońców. Był również pierwszym bramkarzem Górnika, który obronił w meczu ligowym rzut karny. W 1957 roku zdobył z zespołem pierwszy mistrzowski tytuł dla Górnika.
Został pochowany na cmentarzu w Mysłowicach.
Alojzy Deja (1949-1991)
Bardzo uzdolniony piłkarz. Przyszedł do Górnika w 1968 roku z Jedności Michałkowice jako 19-latek i od razu stał się podstawowym graczem pomocy. Mimo, konkurencji trener Kalocsay zdecydował się na młodego Deję. Od początku imponował dojrzałością, dobrze wkomponował się w zespół. Wydawało się , że po występach w młodzieżowych reprezentacjach, nabraniu doświadczenia w Górniku stanie się reprezentantem Polski. Niestety, ale w życiu nie układało mu się tak dobrze jak na boisku. Zdarzało się, że po wizytach w rodzinnych stronach na poniedziałkowym treningu był zmęczony i zdekoncentrowany...
Alojzy Deja niestety nigdy nie zagrał w kadrze, choć było blisko, bo w kwietniu 1968 roku piłkarz strzelił nawet gola dla polskiej reprezentacji w jej sparingu z chorzowskim Ruchem, co zaowocowało powołaniem na rozgrywany w maju, towarzyski meczu biało-czerwonych z Irlandią w Dublinie. Jednak trener Koncewicz nie zdecydował się desygnować go do gry i Deja przesiedział wówczas całe spotkanie na ławce rezerwowych. W Zabrzu w latach 1968-1977 w 205 meczach strzelił 34 bramki. W 1976 roku odniósł ciężką kontuzję, która praktycznie zakończyła jego ligową karierę. Grał jeszcze w GKS Tychy i Walce Zabrze. 4 lutego 1991 roku w świadomy sposób rozstał się z życiem.
Pochowany został w Zabrzu na cmentarzu parafii Św. Józefa .
Józef Kaczmarczyk (1931-1991)
W Górniku Zabrze Józef Kaczmarczyk debiutował w 1949 roku. Działacze zauważyli zdolnego chłopaka, kiedy bronił w zespole młodzieżowym przed towarzyskim występem pierwszego zespołu. Siedem lat później „Kacze” bronił w pierwszoligowym debiucie Górnika. Był wysoki, zwinny. Dobrze grał na przedpolu. W 1960 roku zniknął ze składu Górnika i na dwa lata powędrował do więzienia. Dlaczego tak się stało? Na przełomie 1959/1960 roku podczas pierwszego zagranicznego wyjazdu Górnika na zachód, Kaczmarczyk zabrał prezent dla rodziny mieszkającej w Niemczech .Kiedy pociąg z drużyną wjechał na stację, przez megafon poproszono aby bramkarz z Hindenburga (była to przedwojenna nazwa Zabrza), udał się do zawiadowcy. To wystarczyło ówczesnym władzom aby uznać Kaczmarczyka za element antypolski i proniemiecki. Pierwsze skrzypce oskarżenia grał niejaki Raczek – sekretarz PZPR w Zabrzu.
Co ciekawe, Raczek niedługo potem pojechał z rodziną na wycieczkę do NRD, a stamtąd przez Berlin, w którym nie było jeszcze muru przedostał się na Zachód, gdzie pozostał!
Kaczmarczyk opuścił więzienie jeszcze przed końcem wyroku, ale do sportu już nie wrócił. Nie szukał również kontaktów z dawnymi kolegami. Dopiero w 1990 roku jego krzywda ujrzała światło dzienne.
Wychowanek przedwojennego „Preussen”, z Górnikiem związany był od 1948 roku. W I lidze w latach 1956-1959 rozegrał 41 meczów .
Pochowany został w Zabrzu na cmentarzu Zaborze.
Henryk Czech (1934-1994)
Lewoskrzydłowy z początkowego okresu Górnika był wychowankiem zabrzańskiej Pogoni. Mimo, że był typowym napastnikiem, potrafił również z dobrym skutkiem uczestniczyć w działaniach defensywnych. „Hajna” był piłkarzem szybkim, o dobrej technice i bardzo solidnym. Jego celne dośrodkowania często były zamieniane przez innych na gole.
Henryk Czech – wychowanek „Preussen” Zaborze, był związany z Górnikiem w latach 1948-1961. W pierwszej lidze rozegrał 67 spotkań, w których zdobył 6 goli. Grał w narodowym zespole juniorów, a w pierwszej reprezentacji zaliczył jeden mecz – z reprezentacją Turcji. Był drugim reprezentantem w dziejach Górnika. Co ciekawe, lot na to spotkanie przebiegał w niezwykle dramatycznych okolicznościach i omal nie zakończył się tragedią. Po zakończeniu kariery w Górniku Czech grał jeszcze w zespole ROW Rybnik.
Pochowany został w Zabrzu na cmentarzu Zaborze.
Ernest Pohl (1932-1995)
Napastnik, później pomocnik, dysponujący piekielnie mocnym uderzeniem. Umiał świetnie się bawić, ale na treningach i meczach był zawsze w formie. Był „szefem” w zespole, miał w sobie wiele cech doświadczonego pedagoga, na dodatek chcącego podać pomocną dłoń nowym piłkarzom. Niektórzy zwracali się do niego na boisku „Panie Erneście”, ale Pohl odrzucał te niepotrzebne konwenanse mówiąc: zanim to powiesz, na boisku będzie już po herbacie. Jestem Ernest! Był raczej małomówny, ale na murawie to nie przeszkadzało mu być dyrygentem zespołu. W ogóle nie dbał o popularność. Charakter Pohla znamionuje pewne zdarzenie. W 1961 roku Górnik grał u siebie z Legią. Tak się złożyło, że zespół został przetrzebiony kontuzjami. Linii ataku praktycznie nie było. Pohl miał poważnie rozcięte kolano Ale poproszono go by zagrał. Właściwie miał bardziej straszyć rywali swoją obecnością na boisku niż grać. Lekarz jakoś to kolano zabezpieczył no i Ernest… strzelił Fołtynowi cztery gole!!! Górnik wygrał 5:1. Z kolei w 1962 roku pokonał sześciokrotnie bramkarza w wygranym 9:0 meczu z Cracovią.
Zanim Pohl zagrał w Górniku, musiał odsłużyć wojsko w Legii, skąd trafił do Zabrza w 1957 roku i grał do 1967 roku, zdobywając 143 bramki. Jest absolutnym rekordzistą: w sumie w swoich I-ligowych występach zdobył 186 goli i dziesięć razy mistrzostwo Polski (2 z Legią i 8 z Górnikiem). W reprezentacji rozegrał 49 spotkań zdobywając 39 bramek! Uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 roku. Tych występów i bramek w reprezentacji byłoby znacznie więcej gdyby nie nadgorliwość działaczy PZPN-u i dyskwalifikacja za… kufel piwa! Po zakończeniu kariery pracował w Górniku jako trener, ale w sumie nie układało mu się najlepiej. W 1990 na stałe wyjechał do Niemiec (dokąd wcześniej udały się jego dwie córki i żona). Od 6 czerwca 2005 roku Ernest Pohl jest patronem stadionu w Zabrzu
Pochowany został na cmentarzu w Hausach w Niemczech
Ginter Gawlik (1930-2005)
Bardzo solidny pomocnik o dobrych warunkach fizycznych. Posiadał znakomity przegląd sytuacji. Imponował dalekimi i celnymi podaniami, które stwarzały napastnikom dogodne sytuacje. „Kingo” nazywany był „polskim Bozsikiem”, bo podobnie jak Węgier, był świetnym reżyserem gry. Etatowy wykonawca stałych fragmentów gry. Prywatnie był raczej zamknięty w sobie i nie szukał towarzystwa. W życiu kierował się tradycyjnymi śląskimi wartościami. Nigdy nie zabiegał o popularność, pozostawał w cieniu innych, ale ci, którzy znali się na piłce bardzo cenili jego grę.
Gawlik związany był z Górnikiem w latach 1950-1964. W I-ligowych występach strzelił 21 bramek w 136 meczach. Siedem razy wystąpił w reprezentacji Polski, m.in. w pamiętnym spotkaniu z ZSRR na Stadionie Śląskim w 1957 roku. Był pierwszym piłkarzem Górnika, który nie wykorzystał karnego! Po zakończeniu kariery wyjechał do Sydney, gdzie występował w tamtejszej Polonii. Po powrocie osiadł w Niemczech.
Pochowany został na cmentarzu w Wurzburgu w Niemczech
Alfred Olek (1940-2007)
Alfred Olek swoją piłkarska przygodę zaczynał w wieku 15 lat w drużynie Czarnych Chropaczów (dzisiaj dzielnica Świętochłowic), skąd w 1964 roku trafił do GKS-u Świętochłowice.
Ktoś pokazał Olka trenerowi Kalocsayowi, a ten dostrzegł w piłkarzu GKS-u na tyle duży potencjał, że sprowadzono go do Górnika. Miał wówczas 25 lat. Wielkie gwiazdy Górnika trochę się podśmiewali z jego umiejętności, i w ogóle byli zdziwieni, że do nich trafił… Tymczasem Olek okazał się tytanem pracy. Bez przerwy doskonalił swoje umiejętności, zostawał po treningach. W ciągu kilku miesięcy poczynił takie postępy, że od sezonu 66/67 stał się podstawowym piłkarzem. Koledzy nie wyobrażali sobie zespołu bez niego. Niezwykle zaimponował im swoim uporem i pracowitością. Dysponował niespożytymi siłami. Mówiło się o nim „piłkarz o stalowych płucach”. Grał w pomocy, ale jeśli trener ustawił go na innej pozycji – również nie zawodził. Był bardzo wszechstronny. Co ciekawe, nie miał naturalnej szybkości startowej, ale był w stanie biegać przez 90 minut. Nigdy nie był zmęczony. To taki naturalny dar od Boga. Nigdy nie stał i czekał na podanie, zawsze walczył do upadłego, biegał ile się da. Nikt nie ma wątpliwości, że byli w wielkim Górniku piłkarze lepsi, ale o większym zdrowiu? Chyba nie... Powstała nawet taka legenda, że na treningi biegał ze Szczygłowic, gdzie mieszkał, ale to nie była prawda. Jeździł autobusem... Jego wielką pasja był skat. W tej grze był również mistrzem!
Alfred Olek rozegrał w latach 1966-1972 114 spotkań ligowych, w których zdobył 4 gole. Po zakończeniu kariery w Górniku wyjechał do szkockiego Hamilton. Po powrocie grał jeszcze w Knurowie i Gierałtowicach, by później pracować w tych klubach jako trener. Gdzieś pod koniec lat 90-tych razem z kolegą z kopalni, Herbertem Kaschkiem, wpadli na pomysł zorganizowania turnieju piłkarskiego dla oldboyów. Ex-piłkarz cały czas starał się być aktywnym, jak na sportowca przystało. Jednak nagle pojawiła się choroba. Olek tak jak na boisku - walczył, nie dawał się. Na początku lutego 2007 roku na własne życzenie wypisał się ze szpitala. Chciał być z najbliższymi. Jednak nowotwór okazał się silniejszy…
Pochowany został na cmentarzu w Plichowicach.
Henryk Hajduk (1932-2008)
Bardzo solidny obrońca, któremu w osiągnięciu lepszej klasy przeszkodziła wada wzroku. „Walek” charakteryzował się tym, że grał w… okularach! Miał takie z drucianymi zausznikami, które musiał za uszami solidnie zawijać ,aby w czasie meczu się trzymały. A był obrońcą! I nieraz przy ostrzejszych interwencjach te okulary mu spadały! I nieraz koledzy z defensywy musieli mu pomagać szukać okularów. Dopiero pod koniec kariery przywiózł z Francji szkła kontaktowe. Ciężko było mu się przyzwyczaić, no ale lepsze to, niż okulary na boisku.
Henryk Hajduk był wychowaniem chorzowskiego Ruchu. Grał w Wawelu Kraków i Legii (oczywiście służba wojskowa), by w latach 1956-1961 stać się żelaznym defensorem zabrzan. Rozegrał w I lidze 93 mecze. Ciekawostką jest fakt, ze był autorem pierwszego „swojaka” Górników. Było to w wygranym 8:1 meczu z Odrą Opole.
Pochowany został w Zabrzu na cmentarzu parafii Św. Józefa

