10026-mini-3+%282%29.jpg [a135e404d225]
Pozostałe

Pamiętajmy o tych, którzy odeszli... (cz. 3)

Początek listopada to szczególny miesiąc. To czas, w którym wspominamy tych, których już wśród nas nie ma… Od pierwszych sukcesów Górnika minęło już pół wieku i lista ludzi, którzy mocno zaznaczyli swoją obecność w historii klubu nie jest krótka. Dlatego w tych dniach wspomnijmy i przypomnijmy wszystkim kibicom piłkarzy, którzy odeszli, tworząc wcześniej wielkiego Górnika.

Mirosław Staniek  (1968-2009)

Zadebiutował w meczu z Ruchem 30 lipca 1989 roku. Podobno miał nie mniejszy talent, niż jego brat Ryszard, który debiutował w Górniku rok później. Jednak Mirek nie potrafił go chyba dobrze wykorzystać. Był wychowankiem Cukrownika Chybie skąd trafił do pobliskiej Odry Wodzisław. Przez pięć sezonów spędzonych w Zabrzu dał się poznać jako piłkarz solidny, waleczny, nieustępliwy, a to są pożądane cechy u defensora. Jednak jego kariera była przeplatana kontuzjami. Rozegrał 98 spotkań, raz wpisując sie na listę strzelców. Po powrocie do Odry, grał jeszcze przez pięć sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Potem były już kluby niższych lig a karierę zakończył w 2009 roku w Przyszłości Rogów, tam też zajmował się trenowaniem rezerw. 28 lipca 2009 popełnił samobójstwo. W jednym z wywiadów jego brat Ryszard ujawnił, że przyczyną tego desperackiego kroku było uzależnienie od hazardu.          
Został pochowany w Wodzisławiu Śląskim.

Antoni Franosz  (1928-2010)

Był wychowankiem  Preußen Zaborze. Po wyzwoleniu reprezentował barwy Pogoni Zabrze. Z Górnikiem związany od początku istnienia klubu - od 1948 roku. Był także kapitanem zespołu aż do czasu, gdy opaskę po nim przejął bardzo niechętnie Marian Olejnik. Niechętnie, bowiem do oddania opaski został niejako zmuszony. Tzw. "oficjalnym czynnikom" nie podobała się śląskość Franosza...   Bardzo solidny obrońca. Mocno związany z klubem. Typowy Ślązak, mówił gwarą. Trochę zamknięty w sobie, bardzo rzetelny, zawsze można było na niego liczyć. "Antek” był ulubieńcem Zabrza. Miał autorytet w drużynie. Wszyscy liczyli się z jego zdaniem.  W I lidze w barwach zabrzańskiego klubu rozegrał siedem sezonów, zaliczając w tym okresie 129 spotkań i strzelając trzy bramki. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się pracą szkoleniową, pracował w Górniku, Pogoni Zabrze, Gazobudowie Zabrze i Czarnych Pyskowice. W stanie wojennym wyjechał do Niemiec i osiadł na stałe w Kolonii. Po wylewie krwi do mózgu został częściowo sparaliżowany. Zmarł w 2010 roku w wieku 82 lat.   
Pochowany został na cmentarzu w Worringen, podmiejskiej dzielnicy Kolonii.

Henryk Bałuszyński  (1972-2012)

Każda śmierć boli, ale ta była dla wszystkich szokiem. "Balu" kiedy odszedł nie miał jeszcze skończonych 40 lat...    
Pochodził z Knurowa. Przygodę z piłka rozpoczynał w Gwieździe Chudów.   W wieku 12 lat trafił do Zabrza. Działacze Górnika wiedzieli, że ten chłopak to talent. W wieku 17 lat został wypożyczony do Górnika Knurów w którym miał się ogrywać. Ale już po roku wrócił do "trójkolorowych" i 25 sierpnia 1991 roku piłkarz zadebiutował w zespole seniorów. Zmienił wówczas Cyronia. Do końca sezonu w którym zabrzanie zdobyli wicemistrzostwo zagrał 22 razy, co prawda większość w charakterze zmiennika, ale miał dopiero 19 lat. W następnym sezonie był już mocnym punktem zespołu. W 1994 roku zadebiutował w reprezentacji Polski. Tych spotkań nazbierało się w sumie piętnaście. 18 listopada 1994 roku zagrał w Górniku po raz ostatni. Pojawiła się oferta z VfL Bochum. Niemiecki klub był zachwycony piłkarzem, który imponował dobrymi warunkami fizycznymi, techniką, szybkością i skutecznością. Na boiskach Bundesligi  Bałuszyński grał do 2001 roku. Potem były kluby niższych lig, Grecja i w końcu powrót do Polski, gdzie "Balu" zakończył karierę tam,  gdzie zaczynał - w Gwieździe Chudów. Był rok 2010. Po jej zakończeniu Bałuszyński osiadł w Rudzie Śląskiej, a w Chudowie prowadził piekarnię. W nocy z 29 na 1 marca. rodzina wezwała karetkę, która odwiozła go do szpitala. Lekarzom nie udało się go jednak uratować. Przyczyną zgonu miał być rozległy zawał. Bałuszyński nie skarżył się na żadne problemy zdrowotne. Regularnie grywał w drużynie oldbojów. W Górniku rozegrał 109 spotkań strzelając 18 bramek.           
Od 2012, w grudniu, w hali Pogoni, rozgrywany jest Turniej Halowy Trampkarzy im. Henryka Bałuszyńskiego, w trakcie którego na sportowo czczona jest pamięć o „Balu”.          
Został pochowany na cmentarzu w Chudowie.

Ryszard Kraus (1964 – 2013)

Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w  LZS-ie Bestwina, z którego w wieku szesnastu lat  przeszedł do GKS Jastrzębie. Tam  grał przez 7 lat, a następnie przez półtora sezonu roku w Odrze Wodzisław. Przed rundą wiosenną w sezonie 1988/89 wrócił do Jastrzębia, które występowało wówczas w ekstraklasie. Kraus wystąpił w tym sezonie w 14 meczach i strzelił 6 bramek, ale to nie pomogło w uchronieniu GKS-u przed spadkiem do II ligi, za to przyniosło transfer do Górnika Zabrze. W zespole następowała wtedy pewna zmiana warty, odchodzili piłkarze, którzy czterokrotnie zdobyli mistrzostwo, a zastąpić ich mieli ci, którzy do tych tradycji nawiążą. Faktycznie, w sezonie 1990/91 Górnik został wicemistrzem Polski, a Kraus strzelił 16 bramek, co zaowocowało debiutem w reprezentacji 5 lutego 1991 w meczu z Irlandią Północną.  Następne sezony były już mniej udane, choć kilkanaście goli udało się piłkarzowi  strzelić. Był graczem bardzo dynamicznym i dosyć skutecznym – w dziewięćdziesięciu dziewięciu meczach ligowych strzelił 33 razy trafił do bramki rywali. Niestety, nie oszczędzały go kontuzje, bo bilans mógł być jeszcze lepszy. Latem 1994 roku odszedł na jeden sezon do GKS-u Tychy, a karierę zakończył rok później w rodzinnej Bestwinie.
Zmarł w wieku zaledwie 49 lat, spoczął na cmentarzu w Bestwinie.

Edward Olszówka  (1937-2014)

Pochodził z Kochłowic. Karierę zaczynał w tamtejszej Uranii. Zanim w 1959 roku trafił do Górnika, był piłkarzem AKS-u Chorzów i Naprzodu Lipiny Zastąpił na lewej obronie Antoniego Franosza. Na wiele lat zdominował tę pozycję. Miał czterech braci, wszyscy byli piłkarzami. Piłkarz niezwykle waleczny, nieustępliwy, był zmorą napastników rywali. Co ciekawe, nie imponował wzrostem, lecz wrodzona skoczność pozwalała mu wygrywać pojedynki główkowe z roślejszymi przeciwnikami. Był dobrym duchem zespołu z dużym poczuciem humoru. Olszówka występował w Górniku w latach 1960-69. W tym okresie rozegrał 141 spotkań ligowych, strzelając jedną bramkę. Sześciokrotnie zdobył z zespołem mistrzostwo Polski i dwukrotnie Puchar Polski. Był reprezentantem Polski B.
Po zakończeniu kariery sportowej szkolił  lokalne zespoły -  Piast Pawłów, Stal Zabrze. W latach 80-tych wyjechał z rodzina do Niemiec.   
Został pochowany w Wuppertal.

 

Jerzy Wilim (1941 - 2014)

Urodził się w 1941 roku w Chorzowie, ale w piłkę zaczął grać w Bytomiu, w Szombierkach. Razem z bratem Janem i innymi kolegami uwielbiali grać w tzw. "główki". No i ta umiejętność zaprocentowała po latach, kiedy Jurek grał już w lidze. Nikt nie miał tak mocnej główki jak on. Trafiał i z bliska i zza pola karnego!  Wilim wyróżniał się spośród rówieśników, z trampkarzy awansował do juniorów a od sezonu 1960/61 stał się piłkarzem pierwszego zespołu, który grał wówczas w II lidze. To była wtedy taka półamatorka, Po południami uganiał się za piłką, a rano fedrował węgiel w kopalni "Szombierki".  W Sezonie 1962/63 zespół awansował do grona najlepszych a kilka miesięcy później Jurek zadebiutował wraz z Lubańskim i Szołtysikiem w reprezentacji Polski w zwycięskim meczu z Norwegią. A na koniec sezonu wraz z Gałeczką i Brychczym zdobył koronę "króla strzelców"! To był dla niego bardzo udany rok. Trudno aby niezwykłego talentu do zdobywania bramek nie dostrzegły lepsze i bogatsze kluby  od Szombierek. W ten sposób latem 1970 roku piłkarz przywdział koszulkę Górnika Zabrze.  Pierwszy sezon w Zabrzu był udany. 31 rozegranych meczów ligowych i pucharowych i 11 zdobytych goli. Oprócz świetnego meczu z Legią, który zadecydował o dziewiątym tytule dla Górnika,  Wilim błysnął  w rozegranym 11 dni później finale Pucharu Polski, kiedy Górnik pokonał sosnowieckie Zagłębie a on był autorem wszystkich trafień. Niestety w sierpniu 1971 roku w meczu z Legią, Wilim doznał kontuzji kolana i na boisko wrócił dopiero w końcówce sezonu. Po sezonie wyjechał na dwa lata do Holandii gdzie grał w zespole Telstar Ijmuiden. Po powrocie piłkarz zagrał ponownie w Szombierkach, potem znowu wyjechał, tym razem do francuskiego Stade Rennais a karierę kończył po pechowej kontuzji w AKS Niwka Sosnowiec. Wyemigrował z rodzina do Niemiec. Grał jeszcze trochę po pięćdziesiątce w regionalnym klubie  SV Zweckel, ale to było bardziej dla przyjemności.     
Zmarł w Gladback 8 grudnia 2014 roku i na tamtejszych cmentarzu został pochowany

Leszek Brzeziński  (1955-2017)

Pochodził z Krakowa i tam stawiał pierwsze futbolowe kroki - w Wawelu. Kolejne etapy to Bolesław Bukowno i Grunwald Ruda Śląska. Szybki, efektowny i bramkostrzelny piłkarz zrobił wrażenie na działaczach Górnika, którzy szukali napastnika po powrocie do pierwszej ligi po rocznej degradacji. Grając w Halembie Brzeziński potrafił wykorzystać każde potknięcie obrońcy o czym wiedzieli trenerzy przeciwników, wyznaczając mu opiekuna, który miał za zadanie wyłączenie go z gry.  Ale ten przeskok o dwie klasy rozgrywkowe był dla Brzezińskiego szokiem. Nieporównywalnie cięższe treningi niż te do których przywykł, były dla niego sporym obciążeniem. W pierwszym sezonie pobytu w Zabrzu grał rzadko i pełnił role zmiennika. Za to w następnym był już podstawowym graczem zespołu i razem z Sochą i Pałaszem stanowił o sile ofensywy. Trzykrotnie został najlepszym strzelcem zespołu, podobnie jak wcześnie w Grunwaldzie. Kiedy trener Kostka zaczął w 1984 przebudowę zespołu, pojawili się nowi napastnicy i Brzeziński grał coraz mniej. W końcu po nieporozumieniach z trenerem piłkarz zdecydował się odejść z Górnika co Cracovii, gdzie pograł rok, by zakończyć karierę w Grunwaldzie w 1989 roku. Ale w sezonie 1984/85 zdobył z Górnikiem mistrzostwo kraju. To było ukoronowanie jego kariery.  W 117 meczach Zabrzan  strzelił 22 gole. Po zakończeniu kariery pracował jako kierownik drużyny w Górniku Zabrze i jako asystent trenera Stali Mielec.  
Został pochowany w Krakowie na cmentarzu Podgórskim

Andrzej Fischer (1952 - 2018)

Sezon 1972/73 zbliżał się ku końcowi. Bramkarz Hubert Kostka zapowiadał koniec kariery piłkarskiej, a rok młodszy Jan Gomola myślał z kolei o wyjeździe za granicę. Działacze klubu musieli szybko znaleźć bramkarza, który od razu gotów będzie do gry. Wybór padł na utalentowanego goalkeapera poznańskiego Lecha  - Andrzeja Fischera. Bardzo sprawny, dynamiczny i przede wszystkim perspektywiczny. Zadebiutował 14 listopada w zwycięskim spotkaniu z Pogonią w Zabrzu i do końca sezonu opuścił tylko jeden mecz. Wiosną 1974 na kontrakt do Meksyku wyjechał Gomola i 22-latek stał się bramkarzem numer jeden zespołu  dziesięciokrotnego Mistrza Polski. Kiedy w kwietniu 1974 roku pojechał z reprezentacją U-23 na Haiti aby zagrać dwa mecze z gospodarzami , wiadomo było, że jest bardzo poważnym kandydatem do wyjazdu na niemiecki mundial.  I pojechał z wielkimi nadziejami, ale tam tak różowo nie było. Napatrzył się na świat,  i ten zachodni i sportowy. W ekipie należał do najmłodszych. Miał słuchać starszych, robić to co mu kazano i ogólnie cieszyć się tym, że go tam zabrano. Zamiast występów, które były blisko, cztery mecze przesiedział na ławce a trzy na trybunach. Po mistrzostwach zaliczał  kolejne występy w kadrze U-23. W pierwszej reprezentacji nastał czas Jacka Gmocha, który cenił Fischera, powoływał go na tzw. konsultacje, a  bramkarz poważnie  myślał o kolejnym Mundialu.  Za to w Górniku zachodziły spore zmiany, trenerem został Hubert Kostka, z którym Fischer jakoś nie mógł znaleźć wspólnego języka. Jesienią 1977 roku bramkarz miał trochę kłopotów zdrowotnych.  Potem coraz częściej zaczynał mecze na ławce rezerwowych. Na mistrzostwa w 1978 roku nie pojechał. Po spadku Górnika do drugiej ligi odszedł z zespołu. Długo nie mógł znaleźć klubu, w końcu związał się z GKS-em Żory... W pewnym momencie miał już wszystkiego dosyć. Poszedł do pracy, do kopalni. W 1982 pojawiła sie propozycja z Eintrachtu Brunszwik, jednak ze względów rodzinnych nic z tego nie wyszło. Dwa lata później piłkarz jednak wyjechał. Udało mu się zaczepić w zespołach niższych klas -  SVA Bochum Hoeveln, a następnie w  VfR Aalen. W 1985 roku zdecydował się ostatecznie zakończyć karierę, w wieku 33 lat - najlepszym okresie dla bramkarza...          Do Polski już nie wrócił, został w Niemczech, gdzie  podjął pracę.    
Zmarł w Niemczech 22 listopada 2018 roku i tam został pochowany.

Jan Wraży (1943 - 2019)     

Wojenna zawierucha i utrata ziem wschodnich przywiodła rodzinę Jana Wrażego do Bytomia, gdzie swój drugi dom znalazło wielu Lwowiaków. To właśnie w 1953 roku w  bytomskim GKS Rozbark, ten młody chłopak rozpoczął swoją piłkarską przygodę. Tam w 1964 roku wypatrzyli go działacze GKS-u Katowice. Przez cztery i pół sezonu, które spędził w Katowicach rozegrał 106 ligowych spotkań. Dobrą grę Wrażego zauważył również ówczesny trener reprezentacji Polski - Ryszard Koncewicz i dał piłkarzowi szansę debiutu w towarzyskim wyjazdowym spotkaniu z reprezentacją Argentyny. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych w Zabrzu zaczęła następować zmiana warty.  Dlatego działacze Górnika już od jakiegoś czasu obserwowali Wrażego i doszli do wniosku, że ten piłkarz będzie idealnym kandydatem na prawą obronę.   Wraży zadebiutował 12 sierpnia 1970 roku w wygranym 4:3 meczu z Szombierkami. Właśnie w Zabrzu piłkarz osiągnął największe sukcesu - dwukrotnie świętował zdobycie tytułu Mistrza Polski i dwukrotnie tryumfował w rozgrywkach o Puchar Polski. W barwach Górnika Jan Wraży rozegrał 152 mecze. Latem 1975 roku wyjechał do Francji i dalszą swoją karierę kontynuował w US Valenciennes i od  razu stał się ważnym punktem zespołu czerwono-białych. Dalej imponował cechami, którzy kibice znali z polskich boisk - skutecznością i nieustępliwością. Sezon 1979/80 był ostatnim we francuskiej ekstraklasie, w której Wraży rozegrał ponad 100 spotkań. Za kilka miesięcy miał skończyć 37 lat. Jednak skusiła go oferta z Belgii z II-ligowego RFC Hautrage, gdzie przez jeden sezon łączył obowiązki trenera i piłkarza. I po tym roku pracy  piłkarz zadecydował, że to już jest prawdziwy koniec jakże ciekawej kariery. Do Polski już nie wrócił,  został z rodziną w Belgii.
Zmarł  6 kwietnia 2019 w Mons i tam został pochowany.

opr. Marek Dziechciarz

Sponsorzy i partnerzy

Sponsor główny

STS

Partner strategiczny

Madej Wróbel - Wędliny

Partnerzy

EnviesaAMIOKumho TireOptymer TradePeaky BarberStanleyTatoo by PeakyZARYS International GroupAAA AutoCorrendon AirlinesHatomiManufaktura MilanNTIOSHEEDMT ProgressKapicaDe SilvaForsecIzi ProjektKagrexMoto TruckSo InvestSUNFALLVoltrogPsiBufetCub CadetFuchs

Oficjalny Partner Motoryzacyjny

Toyota Czajka

Sponsor techniczny

Reebok

Oficjalny browar

Browar Racibórz

Partner Technologiczny

GreenGo Group

Rozgrywki

Ekstraklasa