![kartka+z+kalendarza+%286%29.jpg [d5887bef18c3]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0a9ce-75a4-7626-95fa-90458d29f122.jpg?width=775&format=webp)
Pojedynek z przeszłości: Fakty i mity -czyli jak Górnik ograł Legię i zdobył dwunaste mistrzostwo!
Mecze Górnika z Legią wielokrotnie decydowały o najważniejszych ligowych rozstrzygnięciach. W naszym cyklu przypominamy mecz sprzed niemal 40. lat.
W sezonie 1985/86 rozgrywki ligowe przebiegały w tempie ekspresowym, a powodem był udział naszej reprezentacji w czerwcowych Mistrzostwach Świata rozgrywanych w dalekim Meksyku. Stąd 27 kolejka spotkań ekstraklasy była rozgrywana 12 i 13 kwietnia. Mistrz Polski musiał zostać wyłoniony do 27 kwietnia!
Końcówka jak w dobrym dreszczowcu
Górnik po zdobyciu mistrzostwa w poprzednim sezonie, które zapewnił sobie dopiero w ostatniej kolejce po dramatycznym meczu z Widzewem, wrócił po 12 latach na szczyt polskiej piłki. Działacze myśleli perspektywicznie: przed nowym sezonem zespół wzmocniono dwoma świetnymi piłkarzami - Andrzejem Iwanem i Janem Urbanem, dzięki którym team trenera Huberta Kostki miał w następnych latach ugruntować swoją pozycję. W nowym sezonie zespół grał naprawdę dobrą piłkę, ale najpoważniejsi konkurenci też pokazywali klasę. Do końca rozgrywek pozostały już tylko cztery kolejki a układ tabeli przedstawiał się następująco:
1. Legia 39
2. Górnik 38
3. Widzew 38
4. Lech 33
Jak widać prym wiodła najlepsza czwórka ubiegłego sezonu! Kalendarz dla Zabrzan był bardzo trudny - wyjazdy do Łodzi i Poznania, a wcześniej na Roosevelta miała zagościć Legia! Przed takim meczem trenerzy Engel i Kostka nie musieli motywować swoich piłkarzy, zwycięstwo w tym pojedynku bardzo przybliżało do mistrzowskiej korony.
Za mały stadion
Piłkarze Górnika przygotowywali się do tego spotkania normalnym rytmem. Co prawda wyczuwało sie pewne emocje, ale zespól był mocny, świadomy swoich umiejętności, z czego zawodnicy zdawali sobie sprawę. Nie było żadnych kontuzji, wszyscy byli w dobrej dyspozycji. Zawodnicy wiedzieli, że na trybunach pojawi się selekcjoner kadry Antoni Piechniczek, aby przyjrzeć sie kandydatom do wyjazdu na meksykański mundial, a przecież to właśnie gracze Górnika i Legii stanowili trzon reprezentacji Polski. 12-go kwietnia 1986 roku już w pełni czuło się wiosnę. Słoneczne sobotnie popołudnie stanowiło idealną aurę do rozegranie tak atrakcyjnego spotkania. Już kilka godzin przed spotkaniem zabrzański stadion był oblegany przez kibiców, którzy chcieli obejrzeć zmagania piłkarzy. Kasy biletowe pracowały pełna parą, stadion zapełniał sie publicznością, której cały czas przybywało. Szybko zapełniały się ławki, schody i korona stadionu, kiedy spiker zawodów ogłosił, że bramy obiektu zostaną zamknięte, bo ...zabrakło miejsc! Spora grupa tych, którzy liczyli na to, że uda się kupić bilety w ostatniej chwili, musiała powrócić do domów, gdzie pozostało oglądanie transmisji w programie telewizyjnym. Tego dnia na trybunach zabrzańskiego stadionu wg katowickiego sportu zasiadło 25 tysięcy kibiców!
Dzień "Waldiego"
O godzinie 17.00 sędzia Włodzimierz Bródka z Gdańska dał gwizdkiem sygnał do rozpoczęcia spotkania. Już od pierwszych minut widać było niesamowitą determinacje piłkarzy Górnika. Trener Kostka ustawił zespól bardzo defensywnie, przesuwając Waldemara Matysika tym razem do linii obrony, gdzie razem z Dankowskim stanowili parę środkowych obrońców. Od początku spotkania przewaga należała do "trójkolorowych". Grali bardzo agresywnie, rozbijając ataki Legionistów już w środku pola. Karaś i Buncol - liderzy warszawskiej drugiej linii zostali zneutralizowani przez Majkę i Komornickiego, którzy nie pozwalali im na skonstruowanie groźniejszej akcji. Taktyka Kostki tryumfowała. Po dziesięciu minutach gry nastąpiła seria kornerów wykonywanych przez Zabrzan i po jednym z nich mocny strzał Andrzeja Iwana, bramkarz Legii - Kazimierski - zdołał odbić, ale dobitka Marka Majki była bezbłędna. W 13 minucie gry 1:0 prowadził Górnik. To była dopiero zapowiedź kłopotów warszawiaków. Piłkarze Górnika, słynący z bardzo dobrego przygotowania fizycznego podkręcali tempo. Dziekanowski czy Buncol, próbujący jakoś przełamać przewagę Górnika musieli walczyć z koalicją 5-6 zawodników. A na linii pola karnego rządził Matysik. Zawsze waleczny, skuteczny i dający z siebie wszystko tego dnia był nie do przejścia. Nie przegrał z Legionistami żadnego pojedynku! Po latach wspominał ten mecz: miałem wtedy za zadanie pilnować Darka Dziekanowskiego i wywiązałem się z niego tak, że w „Sporcie" dostałem potem „dziesiątkę". Darek powiedział mi kiedyś, że to, co z nim wtedy zrobiłem, zapamięta do końca życia. Niestety, ale w 40 minucie poważnego urazu doznał perfekcyjnie rozdzielający piłki Andrzej Iwan. Tak nieszczęśliwie wykonał wślizg, że doznał złamania nogi i w konsekwencji nie pojechał na mundial. W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Stroną atakującą był nadal Górnik, a efektem tak ofensywnej gry były dwa gole Jana Urbana. W 54 minucie po dokładnym zagraniu Matysika, mocnym strzałem głową pokonał Kazimierskiego, a w 73 minucie po podaniu Pałasza płaskim strzałem w róg bramki Urban ustalił wynik spotkania. 3:0 i Górnik wrócił na pozycję lidera.
Finisz bez strat
Śląscy i warszawscy dziennikarze byli zgodni w swoich opiniach: na stadionie w Zabrzu zobaczyli mistrza. Górnik udanie zrewanżował się za jesienną porażkę na Łazienkowskiej 1:4 - choć podkreślali, że w tamtym spotkaniu Górnik był rywalem równorzędnym, a teraz zabrzanie nie dali rywalowi ani jednej szansy na strzelenie gola. Górnik z przewagą jednego punktu nad drugą w tabeli Legią przystępował do spotkania z kolejnym kandydatem do tytułu - łódzkim Widzewem, którego pokonał 1:0. Cztery dni później taki sam rezultat uzyskał z Lechem w Poznaniu i tym samym w przedostatniej kolejce zapewnił sobie obronę tytułu mistrzowskiego. Co ciekawe cztery pierwsze miejsca w tabeli rozłożyły sie identycznie jak w poprzednim sezonie.
Górnik zagrali z Legią w następującym zestawieniu:
Wandzik - Gunia, Dankowski, Matysik, Kostrzewa - Majka, Komornicki, Urban - Pałasz (od 85 min. Klemenz), Iwan (od 40 min. Cyroń), Zgutczyński.
autor: Marek Dziechciarz

