![Czarnobiały zdjęcie piłkarza w akcji podczas meczu na stadionie. [9fd8f57ba934]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a09ee6-b7c0-71fb-88ed-2a7e4dd14e13.jpg?width=960&format=webp)
Pojedynek z Przeszłości: „Kolejorz” nie zagrodził drogi do jedenastego majstra!
Mecze Górnika z Lechem Poznań mają bogatą historię. Wiele z nich miało fascynujący przebieg, decydowały też o sukcesach, bądź jednych, bądź drugich. Dziś przypominamy ważny mecz z połowy lat osiemdziesiątych.
Po czwartym miejscu w sezonie 1983/84, kolejny miał być tym, który po trzynastu latach zaprowadzi Górnika ponownie na szczyt. Na to - trochę jednak po cichu nie chcąc zapeszyć, liczyli wszyscy sympatycy „trójkolorowych”. Ale Hubert Kostka miał bardzo konkretny plan – mistrzostwo! A ten szkoleniowiec nie uznawał półśrodków.
Czterech do brydża
Podobne plany mieli także działacze i trenerzy Legii, Widzewa i Lecha i wiadomo było, że z tej czwórki wyłoniony zostanie mistrz. Po rundzie jesiennej właśnie te zespoły otwierały ligową tabelę. Prowadziła Legia, a Górnik miał jeden zaledwie punkt straty. Wszystko miało rozstrzygnąć się wiosną. W przerwie zimowej kadrę Górnika zasilił utalentowany bramkarz - Józef Wandzik , którego podobizna zdobi dzisiaj galerię sław na zabrzańskiej arenie. Jego czas miał nadejść jednak w następnym sezonie, bowiem Kostka miał swój „żelazny” skład na którym opierał grę zespołu. Wiosna niczego nowego w układzie tabeli nie przyniosła, a jeśli zmieniali się liderzy to za każdym razem czuli na plecach gorący oddech pozostałej trójki
Trudna końcówka
Nasz zespół nie był w komfortowej sytuacji, bowiem w ostatnich sześciu kolejkach miał zagrać z Lechem i Widzewem. Właśnie w dwudziestej piątej kolejce na stadionie przy Roosevelta „trójkolorowi” gościli team z Poznania. Górnik był wówczas liderem ale czwarty Lech – wciąż aktualny mistrz, miał tylko dwa „oczka” straty. Oczy całej piłkarskiej Polski w tym dniu skierowane były na Zabrze, gdzie miał odbyć się mecz kolejki. Na trybunach stadionu zasiadło dwadzieścia tysięcy kibiców żądnych dobrego futbolu zwieńczonego zwycięstwem ich ulubieńców. Zabrzanie rozpoczęli pojedynek niezwykle skoncentrowani z określonym podziałem boiskowych ról. I to od początku zaskoczyło gości, którzy trochę stracili koncept. Nie przewidzieli faktu, że linia obrony Górnika będzie grała tak wysoko, wespół z pomocnikami raz po raz długimi podaniami uruchamiając górniczą ofensywę. Taki styl musiał przynieść bramki.
Skuteczny Klemenz
Właśnie po jednej z takich akcji doszło do zamieszania na polu karnym Lecha, gdzie największym refleksem popisał się stoper Joachim Klemenz, który kiedyś grał jako napastnik i bramkarz Pleśnierowicz musiał wyjmować futbolówkę z siatki. Po raz pierwszy... Poznaniacy próbowali odpowiedzieć, ale ich ataki były kasowane w bezpiecznej odległości od bramki strzeżonej przez Eugeniusz Cebrata. W trzydziestej pierwszej minucie stadionem wstrząsnął gromki aplauz po akcji Waldemara Matysika, który niczym wytrawny napastnik minął całą obronę przyjezdnych, zdążył jeszcze przerzucić piłkę na prawą nogę i celnie strzelił obok słupka. Takie akcje zawsze wzbudzają zachwyt. Niestety w czterdziestej pierwszej minucie kontuzji doznał Andrzej Zgutczyński i musiał opuścić boisko. Kilka minut później sędzia dał gwizdkiem znać na przerwę i nasi piłkarze schodzili do szatni z dwubramkowym prowadzeniem.
Górniczy koncert
Druga połowa rozpoczęła się od ataków piłkarzy Górnika a po graczach „kolejorza” było widać pewną frustrację, porażka w Zabrzu była właściwie równoznaczna z faktem, że poznaniacy tytułu nie obronią, ich gra była nieporadna i brakowało w niej pomysłu. W pięćdziesiątej drugiej minucie spotkania ich defensorzy byli przekonani, że Andrzej Pałasz znajduje się na wyraźnym spalonym, tymczasem okazało się, że tuż przy swojej bramce pozostał jeden z ich kolegów, konkretnie Araszkiewicz, i tym samym nasz napastnik mógł bez przeszkód dalej rozwijać akcję, gdyż sędzia - co oczywiste w takiej sytuacji - jej nie przerwał. Pałasz mający sporo swobody podał piłkę do Cyronia, a ten plasowanym strzałem podwyższył wynik na 3:0. Z piłkarzy gości jakby zeszło powietrze. Co prawda w futbolu i takie straty się odrabiało, jednak tego dnia Górnik był zespołem zdecydowanie lepszym, od początku przeważał nadając ton grze. To rozkojarzenie nie wyszło poznaniakom na dobre, bowiem dwie minuty później po celnym dośrodkowaniu Ryszard Komornicki zdobył czwartą bramkę. Kilkanaście minut później „Koko” mógł ponownie wpisać się na listę strzelców, kiedy po faulu na Marku Majce sędzia podyktował rzut karny. Jednak jego strzał okazał się zbyt mało precyzyjny i poznański bramkarz zdołał wybić piłkę. To jednak nie był koniec strzeleckiego festiwalu, na siedem minut przed końcem meczu Ryszard Cyroń ograł Szewczyka, celnie dośrodkował w pole karne, pierwszy wystartował do niej Pałasz, lecz widząc lepiej ustawionego Wernera Leśnika, przepuścił piłkę, a ten pewnym strzałem zakończył całą akcję. 5:0! Po tym spotkaniu w tabeli dalej prowadził Górnik wyprzedzając na cztery kolejki do końca rozgrywek o jeden punkt Widzew i o dwa Legię.
Nasz zespół ostatecznie zdobył w sezonie 1984/85 po raz jedenasty w swojej historii tytuł mistrzowski, lecz walczył o niego do ostatniej kolejki, w której po dramatycznym meczu pokonał w Łodzi Widzew 2:1.
Spotkanie z poznańskim Lechem zabrzanie rozegrali w następującym składzie:
Cebrat - Ossowski (Piotrowicz), Gunia, Klemenz, Kostrzewa - Majka, Matysik, Komornicki - Cyroń, Zgutczyński (Leśnik), Pałasz.
Marek Dziechciarz

