Luban%CC%81ski-kopia.jpg [556829b933d1]
Pozostałe

Pojedynek z przeszłości: Lekcja futbolu przy Roosevelta

W przeddzień meczu z GKS-em Katowice przypominamy jeden z historycznych meczów zaprzyjaźnionym klubem. Przenosimy się do czasów, gdy Górnik miał już ugruntowaną pozycję potęgi polskiego futbolu, a zespół z Katowic był na początku swojej drogi.

Do rozgrywek  sezonu 1965/66 Górnik przystępował jako absolutny faworyt. Aktualny mistrz i zdobywca Pucharu Polski rozpoczął rywalizację od wyjazdowego spotkania z beniaminkiem - zespołem GKS-u Katowice, który w tym spotkaniu rozgrywanym na Stadionie Śląskim uległ Trójkolorowym po dobrym i zaciętym meczu 2:3. Był to pierwszy oficjalny mecz ligowy obydwu zespołów.         
 

Witamy w Zabrzu

Jesień Górnik zakończył w fotelu lidera, ale zaledwie z dwoma punktami przewagi nad Wisłą Kraków. Runda wiosenna,  jak to było w tamtych czasach rozpoczynała się dopiero w trzeciej dekadzie marca. Pierwszym rywalem był oczywiście GKS, który w premierowym sezonie radził sobie dosyć przeciętnie i w tym momencie zajmował dziesiąte miejsce w stawce czternastu zespołów. W niedzielne wczesne popołudnie – spotkanie rozpoczynało się o godzinie czternastej, zjawiło się na stadionie około piętnastu tysięcy kibiców, cóż, pora obiadowa…
Mecz rozpoczął się od ataków gości, którzy pierwszą akcje mogli zakończyć celnym trafieniem. Na szczęście Jan Gomola najpierw zdołał obronić  strzał Szmidta z 10 metrów, a potem „dobitkę”. Taki początek nie wróżył dobrze…

Impetu wystarczyło na kwadrans

Katowiczanie zachęceni dynamicznym początkiem poczynali sobie całkiem nieźle, grając jak równy z równym. Jednak po piętnastu minutach gry gracze Górnika zwarli swoje szeregi i z minuty na minutę ich przewaga stawała się bezdyskusyjna. To zrobiło wrażenie na rywalach, którzy przestawili się na dosyć niecodzienny system – ośmiu zawodników stanowiło defensywę, a dwójka grała w ataku.  Nic dziwnego, że zachodziła obawa czy zabrzanie będą potrafili w gąszczu nóg rywali wypracować sobie dogodne pozycje i kończyć je strzałami, które przyniosą zwycięstwo? Ale akcja z 25. minuty rozwiała te wątpliwości. Przy linii środkowej boiska piłkę przejął Włodzimierz Lubański, sprytnie przerzucił ja do Erwina Wilczka a ten podał do wychodzącego na pozycję Ernesta Pohla. Zabrzański bombardier ograł jeszcze obrońcę przyjezdnych i z ostrego kąta celnie strzelił obok interweniującego bramkarza. 12 minut później Pan Ernest mógł podwyższyć na 2:0, ale tym razem lepszy okazał się  katowicki goalkeaper. Tuż przed przerwą groźnie zaatakowali przeciwnicy, ale Gomola nie dał się zaskoczyć i w świetnym stylu sparował mocny strzał Eryka Anczoka (starszy brat Zygmunta, który w latach 1971-74 grał w Górniku).

Festiwal goli

W drugiej odsłonie od początku dominowali nasi piłkarze. W 51. minucie świetną akcją popisał się Roman Lentner. Skrzydłowy Górnika oddał mocny, precyzyjny strzał, który już minął bramkarza, ale w ostatnie chwili piłkę zmierzającą do bramki z linii wybił obrońca gości. Jednak cztery minuty później po rzucie rożnym wykonywanym przez Jerzego Musiałka, do piłki wyskoczył Lubański i było 2:0. Po tym golu rozpoczął się najtwardziej dynamiczny fragment tego meczu, dwa groźnie strzały na bramkę Górnika oddali przyjezdni – jeden obronił Gomola, natomiast drugi trafił w poprzeczkę. Z drugiej strony dwa razy do katowickiej bramki trafił Wilczek i obydwu tych goli nie uznał arbiter tego spotkania. W zgodnej opinii obserwatorów, był on jedynym człowiekiem na boisku, który w tych sytuacjach  zobaczył pozycje spalone…     
Kiedy zegar wskazywał 89. minutę gry i zwycięstwo naszego zespołu było już przesądzone, w kierunku katowickiej bramki ruszył Zygfryd Szołtysik. Obrońcy rywali nie widząc innej możliwości zatrzymania piłkarza Górnika, zdecydowali się zrobić to w sposób niezgodny z przepisami. Rzut wolny. Piłkę na 25. metrze ustawił Lubański, podbiegł i precyzyjnym strzałem tuż nad murem umieścił ją w siatce. 3:0 w pierwszym, historycznym pojedynku Górnika z GKS-em Katowice na zabrzańskim stadionie.

Po spotkaniu trener Władysław Giergiel był bardzo niezadowolony z pracy arbitra – Ryszarda Banasiuka z…Katowic!  Miał pretensje o dwie nie uznane bramki i dwa faule na Lubańskim i Lentnerze w polu karnym, które nie zostały zauważone przez sędziego.

Autor: Marek Dziechciarz

Sponsorzy i partnerzy

Sponsor główny

STS

Partner strategiczny

Madej Wróbel - Wędliny

Partnerzy

EnviesaAMIOKumho TireOptymer TradePeaky BarberStanleyTatoo by PeakyZARYS International GroupAAA AutoCorrendon AirlinesHatomiManufaktura MilanNTIOSHEEDMT ProgressKapicaDe SilvaForsecIzi ProjektKagrexMoto TruckSo InvestSUNFALLVoltrogPsiBufetCub CadetFuchs

Oficjalny Partner Motoryzacyjny

Toyota Czajka

Sponsor techniczny

Reebok

Oficjalny browar

Browar Racibórz

Partner Technologiczny

GreenGo Group

Rozgrywki

Ekstraklasa