![Ernest+Pohl+%281%29.jpg [6c745f4451e9]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0a405-1c70-73bd-993e-7a7172f62ddd.jpg?width=960&format=webp)
Pojedynek z przeszłości: „Pasy” bezradne w Krakowie!
W ostatnich latach bardzo ciężko gra nam się na stadionie Cracovii. Dlatego dziś, na kilka godzin przed meczem, z wiarą w odwrócenie złej passy, pragniemy przypomnieć jeden z meczów z początku lat sześćdziesiątych.
Podrażniony w swoich ambicjach Górnik, po zaledwie „brązie” w sezonie 1960, rok później miał powrócić na szczyt. Taki był cel zabrzańskiej armady w roku 1961, kiedy grano jeszcze starym systemem wiosna-jesień. Najgroźniejszymi rywalami do korony były zespoły Polonii Bytom i Legii.
Wymarzony start
Początek sezonu w wykonaniu zabrzan był wręcz wybuchowy, trzy rozegrane mecze i trzy zwycięstwa! Czternaście zdobytych bramek i tylko dwie stracone. I co istotne, zwycięstwo nad bezpośrednim kontrkandydatem do tytułu – warszawską Legią aż 5:1. Kolejny mecz Górnicy mieli zagrać w Krakowie z zespołem Cracovii, która do tej pory mogła poszczycić się tylko jedną wygraną bowiem w dwóch pozostałych lepsi okazali się przeciwnicy. Jednak uwagę zwracała dobra skuteczność „pasów”, których piłkarze aż sześciokrotnie celnie trafiali do bramki rywali. Ten fakt, pomimo pewnej różnicy w klasie przeciwników, mógł zapowiadać niezły pojedynek.
Rekordowe zainteresowanie
W sobotnie popołudnie na obiekcie Cracovii zasiadła rekordowa liczba sympatyków futbolu, aż trzydzieści tysięcy kibiców! Pojedynek był zapowiadany jako rywalizacja świetnie zapowiadającego się młodego ataku gospodarzy – Kowalika i Hausnera z uznanym już teamem napastników Górnika z Ernestem Pohlem i Edwardem Jankowskim na czele.
Początek rywalizacji należał do gospodarzy. Gra była płynna, piłka wędrowała od nogi do nogi, sporo było również przerzutów na skrzydła nie brakowało dobrych strzałów. I właśnie po jednej z takich akcji Kowalik wygrał pojedynek ze Stefanem Floreńskim, idealnie podał ją Ankusowi, który dopełnił tylko formalności, umieszczając ją z trzech metrów w siatce Górnika. Kilka minut później omal nie doszło do nieszczęścia. Ponownie po akcji Kowalika, tym razem Suder znalazł się z piłką sam na sam z Hubertem Kostką, jednak z kilku metrów trafił w bramkarza. Minuty mijały, gospodarze nadal atakowali, ale także akcje zabrzan stawały się coraz groźniejsze, choć mieli spore trudności w sforsowaniu defensywy gospodarzy nie mogąc znaleźć skutecznej recepty na rozmontowanie ich systemu obronnego. Dlatego coraz częściej akcje kończyli strzałami z dystansu.
Pohl… i wszystko jasne
I właśnie ten sposób wykończenia akcji przyniósł rezultat w postaci wyrównującego gola. W szesnastej minucie Ginter Gawlik rozpoczął akcję z własnego pola karnego, przekazując szybko piłkę Edwardowi Olszówce, który zagrał ją prostopadłym podaniem do Ernesta Pohla. Nasz napastnik ubiegł obrońców rywali i strzałem z szesnastu metrów wyrównanie nie dał szans bramkarzowi Michno. Po tej stracie miejscowi nie zrezygnowali z walki. Wręcz przeciwnie, narzucili szybsze tempo i nadal często gościli pod bramką Kostki. Jednak ambicja to jedno a umiejętności to drugie, a te były zdecydowanie po stronie piłkarzy Górnika, którzy przede wszystkim uzyskali przewagę w środku pola, gdzie rządził i dzielił Gawlik. Gra bardziej się wyrównała a w ostatnim kwadransie pierwszej odsłony do głosu zaczęli dochodzić „trójkolorowi”.
Zabójcze trzy minuty
Po wznowieniu gry, rywalizacja ponownie wyglądała jak w pierwszej połowie. Przez pierwsze piętnaście minut stroną atakującą były „pasy”, aczkolwiek ich akcje nie były już tak płynne, bowiem zabrzanie grali skuteczniej w defensywie i nie pozwalali na zbyt bliski kontakt napastników Cracovii z bramkarzem Kostką. W sześćdziesiątej drugiej minucie, po ładnej akcji Górnika na bramkę gospodarzy strzelał Roman Lentner, piłka jednak wypadła z rąk bramkarzowi a będący w pobliżu Edward Jankowski dopełnił formalności. Ta strata zdeprymowała trochę gospodarzy, którzy trzy minuty później zainkasowali kolejny cios. Ich obrońca, Durniok stracił piłkę pod własną bramką, szybko dobiegł do niej lis pola karnego czyli Jankowski i było 3:1! Mając dwie bramki przewagi, piłkarze Górnika umiejętnie zwalniali grę, pozwalając od czasu do czasu dojść do głosu przeciwnikowi. Na dwie minuty przed końcem spotkania, jeden z ataków graczy Cracovii powstrzymał Antoni Franosz, jednak uczynił to faulując rywala . Jedenastkę podyktowaną za to przewinienie wyegzekwował pewnie Pietrasiński. A kilkadziesiąt sekund później sędzia po raz ostatni użył gwizdka, oznajmiając koniec tego zaciętego i interesującego meczu w którym kibice oglądali aż pięć goli. Górnik był zespołem lepszym i przede wszystkim dojrzalszym, ale gracze Cracovii byli w sobotę wymagającym rywalem.
Był to czwarty a zarazem czwarty zwycięski mecz od początku sezonu 1961. Pierwszy punkt Górnik stracił dopiero w dziesiątej kolejce (0:0 z Polonią w Bytomiu). Doliczając to tego dwa ostatnie wygrane spotkania z sezonu 1960, Górnik odniósł jedenaście ligowych zwycięstw z rzędu! W tych jedenastu meczach „trójkolorowi” strzelili rywalom 48 bramek, tracąc tylko 6.
Górnik zagrał w następującym składzie:
Hubert Kostka (Joachim Szołtysek) -Stefan Floreńskl, Stanisław Oślizło, Antoni Franosz – Ginter Gawlik, Jan Kowalski, Edward Olszówka - Jerzy Musiałek, Edward Jankowski, Ernest Pohl, Roman Lentner
Marek Dziechciarz

