lubanski+%281%29.jpg [563370937478]
Pozostałe

Pojedynek z przeszłości: Popis Lubańskiego

Na kilka godzin przed kolejnym meczem w ramach Wielkich Derbów Śląska wracamy do przeszłości, przypominając wspaniały mecz zabrzan, a przede wszystkim Włodzimierza Lubańskiego.

Sezon 1971/72 był dla Górnika szczególny: zabrzanie mieli bowiem zdobyć po raz 10 tytuł Mistrza Polski. Jednak sezon dla obrońcy tytułu nie rozpoczął się zbyt imponująco. Pierwsze cztery mecze przyniosły zwycięstwo, porażkę i dwa remisy. Bilans bramkowy także równy - 4:4. Takie wyniki sytuowały zabrzański zespół dopiero w środku tabeli. Kibice mieli prawo być lekko zaniepokojeni...

Spokój trenera

Nowy trener Górnika - Antoni Brzeżańczyk uspokajał kibiców. Zapewniał, że drużyna jest świetnie przygotowany do rozgrywek i optymalna forma nadejdzie we właściwym czasie. Jednak wyniki następnych spotkań, mimo, że trochę lepsze, nie napawały dużym optymizmem. Po 10 kolejkach Górnik zajmował w tabeli piąte miejsce z dorobkiem 12 punktów. Prowadził Ruch (15) przed Odrą Opole (14) i Zagłębiem Sosnowiec (13). Czwarta była Legia z dwunastoma punktami ale z lepszym bilansem bramkowym niż zabrzanie.  Jednak szkoleniowiec Górnika był nadal optymistą. A kibice zaczęli zastanawiać się czy ten szczyt formy o którym mówił trener nie przyjdzie czasem zimą? Bowiem do zakończenia rundy jesiennej pozostały tylko cztery spotkania, a zespół grał...jak grał.

Ruch faworytem?

Szlagierowy pojedynek 11 kolejki miał sie odbyć 23 października w Chorzowie. Piłkarze Ruchu dzięki zwycięstwu w derbach mieli umocnić pozycję lidera ligowej tabeli i udowodnić wszystkim, że w tym sezonie tytuł Mistrzów Polski powędruje do Chorzowa. Fachowcy byli zgodni, że to "niebiescy" będą faworytem tego spotkana, tym bardziej, że trzy dni wcześniej Górnik niemiłosiernie męczył się z Naprzodem Rydułtowy - zespołem ligi okręgowej  w 1/16 rozgrywek o Puchar Polski, remisując 0:0 i awansując dopiero po serii rzutów karnych, w których lepsi byli Mistrzowie Polski. Co prawda dało się słyszeć również przestrogi: derbów przeważnie nie wygrywa faworyt, przypominano, że Górnik nawet w trudnych chwilach potrafi się zmobilizować do tak prestiżowego meczu. Jednym słowem - to spotkanie zapowiadało nie lada emocje!

Szlagier w sobotni wieczór.

Już od wczesnego godzin popołudniowych w kierunku stadionu przy ulicy Cichej maszerowały tłumy kibiców w nadziei na emocjonujące widowisko dwóch świetnych zespołów. Kibice chorzowscy byli pewni zwycięstwa swoich ulubieńców, Kibice Górnika, może mniej pewni, ale wierzyli, że to ich drużyna wyjedzie z Chorzowa z tarczą.      
Punktualnie o 18.00 sędzia Alojzy Jarguz gwizdkiem dał sygnał do rozpoczęcia spotkania. Gospodarze od razu  ostro ruszyli do przodu aby już na początku zadać rywalowi cios, który miał onieśmielić jego poczynania. I faktycznie, pierwszą okazje do otwarcia wyniku stworzyli sobie "niebiescy". Po ich szybkiej akcji potężny strzał Marksa trafił w poprzeczkę  bramki, której strzegł Hubert Kostka. Ale chwilę później odgryzł się Górnik – Włodzimierz Lubański mocno strzelił spoza linii szesnastki i tym razem poprzeczka stała się sprzymierzeńcem bramkarza Ruchu - Piotra Czai. Taki wstęp zapowiadał olbrzymie emocje!       Ale po dwudziestu minutach gry jej obraz zaczął się zmieniać. Piłkarze Górnika w końcu złapali właściwy rytm i to oni zaczęli dyktować warunki gry. Kiedy w 35 minucie Lubański mocnym strzałem głową zdobył dla górnika prowadzenie, wynik spotkania wydawał sie jeszcze sprawą otwartą.  Co prawda Bula i Marks starali sie jak mogli ale duet stoperów zabrzan - Oślizło i Gorgoń okazywali sie zaporą nie do przejścia. Po 45 minutach gry  goście w dalszym ciągu prowadzili 1:0, ale oglądający to spotkanie kibice Ruchu byli już w zdecydowanie gorszych nastrojach niż przed meczem...

Teatr jednego aktora

Jednak to co zaczęło sie dziać w drugiej odsłonie zaskoczyło wszystkich. Zabrzańska maszyneria pracowała na pełnych obrotach. W środku boiska rządził i dzielił Zygfryd Szołtysik wspomagany przez Huberta Skowronka i Alojzego Deję.  Jednak tego dnia piłkarzem, który przerastał wszystkich o głowę był Włodzimierz Lubański. Sam zdobył cztery bramki , ale prawdę mówiąc mógł zdobyć jeszcze jedną i byłby to najpiękniejszy gol tego meczu. W 50 minucie przejął piłkę na własnej połowie boiska, rozejrzał się sprawdzając jaki jest układ sił na murawie, nabrał szybkości i niczym rasowy hokeista ruszył na bramkę „niebieskich”. Minął z łatwością kilku piłkarzy rywala, wyciągnął Czaję z bramki, ale w momencie kiedy już przygotowywał się do ukoronowania wspaniałego rajdu strzałem, piłka niestety uciekła za daleko od bramki. Ale obiektywna publiczność nagrodziła ten rajd dużymi brawami.    Jednak 13 minut później po ładnym podaniu Skowronka Pan Włodek już nie chybił. Górnik prowadził 2:0 a kibicom i dziennikarzom przypomniały sie słowa trenera Brzeżańczyka, jakie wypowiedział na czwartkowej konferencji prasowej: efekty naszej ciężkiej pracy muszą wydać owoce.  A na boisku napór piłkarzy Górnika nie ustawał. W 68 minucie po precyzyjnym dośrodkowaniu z lewej strony Lubański wyskoczył najwyżej i z kilku metrów strzelił nie do obrony. Ruch przegrywał juz 0:3, ale nie miał jednak zamiaru poddawać sie bez walki, tym bardziej, że widmo klęski przed własną widownią dostatecznie ugodziło w ich ambicję. Cóż z tego, kiedy w zespole rywala  grał piłkarz doskonały - piłkarz, którego w tym dniu żadna sił nie była w stanie powstrzymać.  W 77 minucie ponownie piłkę przejął Lubański i po efektownej serii zwodów strzałem z kilku metrów po raz czwarty tego dnia pokonał bramkarza "niebieskich". Trzy gole w ciągu 15 minut!  Czterdzieści tysięcy widzów (podaję za katowickim "Sportem" ) było zahipnotyzowanych!    Na minutę przed końcem spotkania Marks uzyskał honorowe trafienie i to było wszystko na co było tego dnia stać Chorzowian. Górnik wygrał na Cichej 4:1 i udowodnił wszystkim, że w tym sezonie będzie bardzo mocnym kandydatem do tytułu. I tak też się stało. Po świetnej grze wiosną dziesiąty diament ozdobił koronę Górnika. Trener Brzeżańczyk tryumfował!

A w zwycięskich derbach zagrali: Kostka - Latocha, Oślizło, Gorgoń, Anczok - Szołtysik, Deja (Wilczek), Skowronek - Banaś, Lubański, Szaryński.

Sponsorzy i partnerzy

Sponsor główny

STS

Partner strategiczny

Madej Wróbel - Wędliny

Partnerzy

EnviesaAMIOKumho TireOptymer TradePeaky BarberStanleyTatoo by PeakyZARYS International GroupAAA AutoCorrendon AirlinesHatomiManufaktura MilanNTIOSHEEDMT ProgressKapicaDe SilvaForsecIzi ProjektKagrexMoto TruckSo InvestSUNFALLVoltrogPsiBufetCub CadetFuchs

Oficjalny Partner Motoryzacyjny

Toyota Czajka

Sponsor techniczny

Reebok

Oficjalny browar

Browar Racibórz

Partner Technologiczny

GreenGo Group

Rozgrywki

Ekstraklasa