![Czarnobiałe zdjęcie meczu piłkarskiego z zawodnikami skaczącymi do piłki w tłumie kibiców. [15cd793f07b7]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a09089-6094-71f8-8ffe-bd67ba37c743.jpg?width=960&format=webp)
Rocznica najsłynniejszego meczu w historii Górnika. Wspominamy horror z Romą i awans do finału!
Był to z całą pewnością najważniejszy mecz w historii Górnika Zabrze. 22 kwietnia 1970 r. zabrzanie grali w Strasburgu decydujący trzeci mecz półfinałowy Pucharu Zdobywców Pucharów z AS Roma. O awansie Górnika do finału - jak wszyscy dobrze wiemy - zadecydował rzut monetą. W związku z rocznicą przypominamy to wydarzenie. Zapraszamy do lektury!
Los przesądził o awansie zabrzan do wiedeńskiego finału. Zadecydowała o tym jedna ze stron metalowego krążka, z napisem "Pille". Po drugiej stronie krążka widniał napis "Face". "Pille" to odpowiednik naszej reszki, "Face" - odpowiednik jak gdyby orzełka. Właśnie stronę z napisem "Pille" wybrał kapitan Górnika Zabrze, Stanisław Oślizło, podczas gdy rzymianie całe swoje nadzieje wiązali z napisem "Face". Gdy po 120 minutach nadzwyczaj dramatycznej pasjonującej prowadzonej w intensywnym tempie walki sędzia spotkania Francuz Machin przywołał kapitanów drużyn, gdy podszedł na miejsce ceremonii losowania oficjalny delegat UEFA na ten mecz barażowy, Luksemburczyk Britz, gdy sędzia miał już rzucić krążek w górę, trener Romy - Helenio Herrera jak gdyby zaklinając los wykrzyknął po francusku: Face gagnera!
Tyle słyszeliśmy o czarodziejskiej "mocy" Herrery, że przez ułamek sekundy ogarnęła nas bojaźń, że Herrera "przekupi" los. Krążek poleciał w górę, spadł, potoczył się o jakiś metr w stronę kapitana Górnika - Oślizły, sędzia nakrył go dłonią i gdy odjął dłoń ukazał się napis "Pille"! Stanisław Oślizło podskoczył natychmiast do góry, wyprostował ramiona, za chwile wszyscy Polacy obecni tak na murawie stadionu jak i na trybunach zaczęli ściskać się, całować i wykonywać taniec radości. To zwycięstwo, aczkolwiek odniesione dopiero w losowaniu, ten awans do finału Pucharu Europy Zdobywców Pucharów należał nam się jak najbardziej zasłużenie, jeśli już nie na podstawie dwóch pierwszych pojedynków Górnika Zabrze z AS Roma, to na pewno w tym trzecim, barażowym w Strasburgu.
![Zdjęcie czarno-białe drużyny piłkarskiej Górnik Zabrze w gazecie. [54946dc87db5]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a09089-57d6-7052-8545-7f95d1bd5ff3.jpg?width=480&format=webp&quality=85)
Górnik lepszy
330 minut walczyli z sobą piłkarze Górnika i Romy w trzech spotkaniach półfinałowych. Tylko pierwszy mecz w Rzymie (1:1) odbył się bez dogrywki, bo nie przewiduje jej regulamin. W Chorzowie, tydzień temu wszyscy pamiętamy ten dramatyczny mecz, który mimo dogrywki nie dał rezultatu i zmusił oba zespoły do zmierzenia się po raz trzeci na neutralnym boisku w Strasburgu. Górnik w obu poprzednich meczach z Romą był zespołem lepszym. Niekorzystne sędziowanie w Rzymie, na stadionie olimpijskim miało wpływ na wynik remisowy. W Chorzowie bardzo szybko podyktowany rzut karny dał Włochom prowadzenie, którego bardzo długo bronili. I wreszcie w Strasburgu Włosi znów nie strzelili bramki z akcji.
Gdy sędzia francuski Machin (uważany za najlepszego arbitra Francji) w 56. minucie podyktował rzut karny przeciwko Górnikowi za bardzo, bardzo problematyczne przewinienie, które zdaniem graczy Górnika miało miejsce zdecydowanie przed polem karnym, nawet w sercach najbardziej optymistycznych polskich obserwatorów tego meczu, upoważnionych do optymizmu przez bardzo dobrą grę naszego zespołu w pierwszej połowie, nawet w tych najbardziej optymistycznych sercach zalęgła się jednak niepewność.
Bramka zdobyta przez Polaków w 40. minucie przez Lubańskiego była jak już wyżej stwierdziliśmy wyznacznikiem bardzo dobrej gry naszego zespołu. Polacy grali w tym spotkaniu nadspodziewanie spokojnie i pewnie. Piłka wędrowała posłusznie od jednego gracza polskiego do drugiego, przeprowadziliśmy bez porównania więcej ataków na bramkę Ginulfiego. W 40. minucie Włodzimierz Lubański jeszcze raz nie dał się upilnować swojemu "aniołowi stróżowi" Spinoziemu. Polak przeszedł środkiem boiska i zza lini 22 metrów oddał bardzo silny strzał, który otarł się o słupek i wpadł do siatki. Ta bramka uzyskana 3 minuty przed końcem pierwszej połowy, wydawało się przesądziła już losy spotkania. Wszak nawet Herrera mówił przed meczem, iż kto strzeli w Strasburgu pierwszego gola - ten pojedzie na finał do Wiednia. Tak też się stanie: Górnik pojedzie do Wiednia, ale dopiero dokonane to zostało po fatalnym błędzie sędziego francuskiego, remisie w normalnym czasie 90 minut gry, bezbramkowej dogrywce - i następnie po dramatycznej ceremonii losowania opisanej na wstępie. - Uważam, że los opowiedział się po stronie lepszej drużyny - powiedział nam po meczu oficjalny delegat UEFA na ten baraż, Luxemburczyk Nick Britz.
![Fragment starej gazetowej strony z artykułem o remisie 4:4 meczu piłkarskim Górnik - Roma. [0d48a7afe6c3]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a09089-5d25-736d-9484-3993b49c0512.jpg?width=480&format=webp&quality=85)
Ile nerwów?
Trener Polski Michał Matyas powiedział nam po meczu:
- Fatalne sędziowanie, już w trzecim kolejnym meczu pucharowym, omal nie pozbawiło nas załużonego awansu do finału. O wszystkim musiał zdecydować los, na szczęście opowiedział się po stronie lepszego. Cieszę się, że moi zawodnicy wykazali odpowiednią wytrzymałość nerwową, jak również doskonałą kondycję. Podziwiam chłopców, że w tym dramatycznym nerwowym maratonie do końca walczyli nadzwyczaj ambitnie cały czas nie rezygnując z awansu mimo przeciwności w postaci niedobrego sędziowania.
Sędzia pan Machin powiedział nam: - Przewinienie zostało popełnione w obrębie 16 metrów, a zatem musiałem podyktować rzut karny.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Górnik jest w finale. Ale ile to nas wszystkich kosztowało nerwów: czytelników przy telewizorach, nas na stadionie w Strasburgu. Nad półfinałowymi pojedynkami Górnika z Romą ciążyło jakieś fatum, doprawdy tak można powiedzieć. Dwukrotnie zgasło światło w Strasburgu powodując 20 minutowe przerwy.
A więc mieliśmy wczoraj na meczu piłkarskim elementy podnoszenia ciężarów: trzy próby, do trzech razy sztuka! Delegat UEFA powiedział mi w przerwie, po drugiej awarii światła, że jeżeli światło zgaśnie trzeci raz mecz unieważniony zostanie bez względu na wynik. A zatem groźba awarii światła unosiła się jeszcze nad nami, gdy Lubański zdobył dla nas prowadzenie. Jak gdyby mało było nerwów, jak gdyby mało było "duszpensów", jeszcze baliśmy się, że zgaśnie światło.
W szatni drużyny polskiej radość nie do opisania. Na mecz przybyli Polacy mieszkający we Francji i na widowni siły były mniej więcej podzielone: doping dla Górnika przeplatał się z okrzykami "Brawo Roma".
Mieliśmy dużą satysfakcję obserwując wczoraj grę piłkarzy Górnika. To był dojrzały, spokojny, uważny futbol, który mógł podobać się najbardziej wybrednemu znawcy. Francuscy widzowie często kwitowali udane zagrania Polaków oklaskami. Francuzi w tej chwili przeżywają w piłkarstwie kryzys i jak nam mówili po meczu, szczerze gratulując awansu do finału miejscowi kibice, tak dobrze grającego zespołu i tak pasjonującego pojedynku dawno już we Francji nie widziano.
W chwili, gdy przekazuję te słowa do kraju w hotelu "Paix" pełno jest polskich kibiców, którzy przybyli na mecz z różnych stron. W hali restauracyjnej przybyli z Paryża przedstawiciele ambasady PRL urządzili małe przyjęcie. W górę idą kielichy szampana. Finał Pucharu Europy Zdobywców Pucharu wywalczony. Po raz pierwszy w historii polska drużyna piłkarska zakwalifikowała się do europejskiego finału. Jest to na pewno największy sukces polskiego piłkarstwa, w całej jego bogatej przecież już historii.
"Pomyłki"
My jednak nie przyszliśmy jeszcze do siebie po owych dramatycznych 120 minutach na stadionie "De la Mineau" w Strasburgu. Rzut karny mógł całkowicie wypaczyć dalszy przebieg spotkania, jak również wskazać fałszywego finalistę. Byłoby chyba przesada składać wszystkie sędziowskie pomyłki jakie wydarzyły się w Rzymie, Chorzowie i teraz w Strasbugru na karb przypadku albo tez omylności sędziów. Ośmielamy się jednak zauważyć, że tak długo, jak długo Polski Związek Piłki Nożnej nie wywalczy sobie odpowiedniej pozycji we władzach Europejskkiej Unii Piłkarskiej, tak długo podobne pomyłki spotykać będą nasze drużyny częściej niż inne.
Do końca życia...
Wszyscy gracze Górnika płakali ze szczęścia, Stanisław Oślizło powiedział:
- Do końca życia najszczęśliwszym dla mnie słowem będzie nieznane mi w swym znaczeniu słowo "Pille". Wreszcie szczęście uśmiechnęło się do nas. Zasłużyliśmy na awans.
Włodzimierz Lubański:
- Uciekłem Spinoziemu i wydaje mi się, że bramkarz Ginulfi sądził, że podam piłkę któremuś z partnerów. Ja tymczasem decydowałem się na strzał. Włożyłem w ten strzał całą siłę i piłka oparłszy się o słupek wpadła do siatki. Wydało mi się w tej chwili, że jesteśmy już w finale. Nie sądziłem, aby Włosi byli zdolni nam strzelić gola.
Górnik Zabrze - AS Roma 1:1 (1:0)
1:0 - Lubański 40'
1:1 - Capello (k.) 57'
Górnik: Kostka - Gorgoń, Floreński, Oślizło, Latocha - Olek, Szołtysik, Wilczek (Deja) - Banaś, Lubański, Szaryński (Musiałek).
Roma: Ginulfi - Scaratti (Benites), Bet, Spinosi, Salvori - Santarini, Petrelli, Capello - Cappellini (Larossa), Peiro, Landini.
Sędzia: Machin (Francja).
Widzów: 15.000.

