Starszy mężczyzna w niebieskiej koszuli i granatowej marynarce siedzi przy stole. [86ab940bedf4]
Historia

Urodziny Szarika. Przypominamy niezwykłe losy Władysława Szaryńskiego!

79. urodziny świętuje dziś Władysław Szaryński. Piłkarz, który trafił do Zabrza w jego najlepszym okresie. Dzięki świetnej grze zagrał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Zdobył też z Trójkolorowymi dwa tytuły mistrzowskie i trzy trofea Pucharu Polski.

Niewielu było piłkarzy, których zmiana barw klubowych wzbudzałaby takie emocje jak to było w przypadku Władysława Szaryńskiego. Utalentowany wychowanek ówczesnej "gwardyjsko- stoczniowej" Arkonii Szczecin już w wieku dziewiętnastu lat został okrzyknięty przez sportową prasę “szczecińskim Szołtysikiem”.

Szaryński urodził się 17 stycznia 1947 roku. Na pierwszy trening Arkonii przyszedł, mając zaledwie 10 lat. Był rok 1957. Już jako trampkarz zdradzał nieprzeciętny talent piłkarski. Otoczony troskliwą opieką klubu rozwijał go i kształcił się na przyszłego stoczniowca, uczęszczając do Szkoły Budowy Okrętów im. A.Warskiego. W rodzinnym mieście nazywali go szczecińskim Szołtysikiem, ponieważ był do niego fizycznie podobny. Podobno kiedy  jako 17-letni junior, dopiero wchodzący do pierwszego zespołu Arkonii, pojechał z drużyną na mecz do Zabrza, w hallu hotelu Prezydent, gdzie zatrzymała się ekipa,  słychać było  szepty gości: „O, patrzcie, Zyga Szołtysik przyszedł".         
Zadebiutował w wieku 17 lat w sezonie 1963/64, niedługo potem strzelił swoją pierwszą bramkę w I lidze (wówczas najwyższa klasa rozgrywek). A pokonał nie byle kogo, bo samego Edwarda Szymkowiaka z bytomskiej Polonii. Wówczas by tak szczęśliwy, że nie wyobrażał sobie gry gdzie indziej. Niestety, ale w tym samym sezonie Arkonia spadła do II ligi, a sezon później do trzeciej. Szkoda było tak utalentowanego gracza na trzecią ligę, co prawda w Szczecinie była jeszcze Pogoń grająca w I lidze, ale była taka umowa z Arkonią, że kluby nie będą sobie wzajemnie "podbierały" piłkarzy. Wobec powyższego Szaryński postanowił skorzystać z propozycji trenera Gracza, który prowadził wówczas Zawiszę Bydgoszcz, i w 1966 roku na ochotnika zgłosił się do wojska. I zaczęła się pierwsza afera...

Zawisza Bydgoszcz

Za tą zmianę barw klubowych piłkarz został ukarany trzyletnią dyskwalifikacją!  Z krótkiego komunikatu, zamieszczonego swego czasu przez prasę, wynikało, iż Szaryński zdyskwalifikowany został za tzw. “szukanie kontaktów z innymi klubami”. Działacze Arkonii zdecydowanie przesadzili, bo fakt chęci zmiany barw klubowych  jeszcze nie kwalifikował jego czynu do tak wysokiego wymiaru kary (taki wyrok otrzymywało się wówczas w przypadku poważnego naruszenia przepisów, czy też wykroczenia przeciwko etyce sportowej). W Arkonii tłumaczyli, że skoro piłkarz zapałał takim uczuciem do armii, służbę mógł odbyć na miejscu, w Szczecinie. Jednak mając na uwadze rozwój utalentowanego gracza, odbyło się kilka resortowych rozmów, i koniec końców od dyskwalifikacji odstąpiono. Jednak opary skandalu dalej unosiły sie w powietrzu i po każdej ligowej kolejce w której na listę strzelców wpisał się były piłkarz Arkonii,  Szaryński - wychowanek tego klubu, oburzeni kibice słali listy do lokalnej redakcji sportowej z zapytaniami: jak to jest, że zawodnik ukarany trzyletnią dyskwalifikacją przez Arkonię, występuje w Zawiszy? Fakt, Wydział Gier i Dyscypliny nic sobie nie robił z decyzji klubu,  i dopiero w sierpniu 1966 roku Arkonia otrzymała pismo domagające się nadesłania do Warszawy odcinka zwolnienia Szaryńskiego. Działacze Arkonii postawieni pod ścianą niezwłocznie taki odcinek przesłali i tym samym WGiD mógł formalnie zatwierdzić zawodnika. Dopiero po tych wszystkich korespondencjach Szaryński zwrócił się do klubu o zwolnienie na czas odbywania obowiązkowej służby wojskowej.  Ale takie to były czasy. W 1968 roku podstawowy napastnik Zawiszy zakończył służbę wojskową i wrócił do Arkonii, która awansowała właśnie do II ligi. W Zawiszy Szaryński został niewątpliwie dostrzeżony, co zaowocowało powołaniem do młodzieżowej kadry Polski, w której zadebiutował w 1966 roku w meczu z Czechosłowacją. A w "młodzieżówce" grali wówczas m.in.: Wilim, Marks, Domarski, Bula, Ćmikiewicz, Gadocha czy  Deyna. Wróćmy jednak do ligi. Już pod koniec przygody z Zawiszą, bydgoszczanie grali mecz z rybnickim ROW-em. Mody piłkarz wpadł w oko trenerowi rybniczan - Suszczykowi i po rychłym powrocie do Szczecina, w domu rodzinnym zjawiła sie delegacja z odległego Rybnika. Podobno początkowo "Szarik" miał opory, ale w końcu zdecydował, że chce zostać...górnikiem!

ROW Rybnik

Natychmiast wystosował pięknie napisany na maszynie list do klubu Arkonia z prośbą o zwolnienie, motywując swoje postanowienie tym, “że chciałby pracować w górnictwie i uczęszczać do technikum górniczego”. Szczecińscy działacze mając w perspektywie walkę o powrót do pierwszej ligi po prostu się "zagotowali". Zarzucili rybniczanom co najmniej wątpliwie etycznie praktyki prowadzące jedynie do wykolejenia młodego charakteru i zmarnowania talentu sportowca. Jednak ich upór na nic sie nie zdał i Szaryński w grudniu 1968 roku pojawił się w Rybniku. Jednak na debiut w nowym zespole musiał poczekać aż do czwartej kolejki rundy wiosennej, a wszystko wskazuje na to, że bardziej ze względu na opór Zawiszy, którego działacze chcieli, by piłkarz jednak pozostał w Bydgoszczy, niż macierzystej Arkonii. I WGiD zezwolił napastnikowi na grę na stadionie w ROW-ie dopiero w kwietniu 1969 roku. Z miejsca stał się ulubieńcem rybnickiej publiczności, tym bardziej, że w swoim debiucie w pojedynku z Odrą w Opolu wygranym 1:0, strzelił bramkę. W 23 kolejce, rybniczan, walczących o utrzymanie czekał arcytrudny mecz z zabrzańskim Górnikiem przy Roosevelta. Zabrzanie szybko uzyskali dwubramkowe prowadzenie,  jednak po kontaktowym golu Szaryńskiego rozpętała się prawdziwa piłkarska bitwa. ROW przegrał ostatecznie 2:3, a trenerowi Kalocsayowi wpadł w oko piłkarz, który w tym spotkaniu napsuł tyle krwi jego podopiecznym. Kto był owym graczem? Oczywiście "Szarik"!  Do rybnickich działaczy doszły słuchy o zainteresowaniu najlepszego polskiego klubu utalentowanym piłkarzem, lecz kategorycznie stwierdzili, że za żadną cenę go nie oddadzą. Szaryński - jak sam wspomina - dobrze czuł się w Rybniku, poznał tam zresztą swoja późniejszą małżonkę. Jednak sezon 1968/69 rybniczanie zakończyli na ostatnim miejscu w tabeli i pożegnali się z I ligą.  Sympatycy zespołu nie zdążyli się jeszcze pozbierać po tym ciosie, a już wkrótce potem spotkał ich następny: oto czołowy zawodnik ROW-u, filar i ulubieniec, napastnik Władysław Szaryński, ulotnił się  z miasta  niczym  kamfora. Jednak Rybnik - miasto średniej wielkości i zawsze znajdzie sie ktoś, kto coś niezwykłego zauważy. I te spostrzeżenia zawarli kibice w liście do Ministra Górnictwa.   "W nocy z 17 na 18 lipca przybyli do Chwałowic przedstawiciele KS Górnik w Zabrzu, którzy w kidnaperski sposób zabrali naszego zawodnika Władysława Szaryńskiego. Wypadek ten miał miejsce w czasie, gdy wszyscy uroczyście przygotowujemy się i realizujemy nasze zobowiązania i czyny produkcyjne podjęte dla uczczenia 25-lecia PRL. W tym czasie działacze tak poważnego klubu, jakim jest Górnik Zabrze, zakłócają nasz spokój i w sposób, jak to czynią gangsterzy na Zachodzie, porywają zawodnika do swojego klubu. [...] Na wieść o skidnapowaniu nam zawodnika Szaryńskiego powstało wśród załogi naszej kopalni, a także całego świata piłkarskiego miasta i rybnickiego okręgu oburzenie na to porwanie, które może wywrzeć reperkusje produkcyjne wśród załogi, przywiązanej do swej drużyny, a wśród mieszkańców zgorszenie i przeświadczenie, że tego rodzaju metody mogą być tolerowane". List cytowała lokalna prasa.  Głos w tej głośnej sprawie musiało zabrać w końcu Ministerstwo. " Dyrektor Departamentu Kadr Ministerstwa Górnictwa i prezes zabrskiego klubu w jednej osobie jest mimo wszystko dobrej myśli: Casus Szaryńskiego - mówi - jest tylko potwierdzeniem niezdrowej sytuacji, jaka od lat panuje w dziedzinie piłki nożnej” - ten cytat pochodzi z tak szacownego pisma jak "Polityka".

Górnik Zabrze

10 września 1969 roku, w piątej kolejce rundy jesiennej sezonu 1969/70 "Szarik" zadebiutował w zespole "Trójkolorowych" w wyjazdowym , zremisowanym meczu z Cracovią. Konkurencja w linii ataku zabrzan była spora, ale sezon zapowiadał się ciężki: liga, Puchar Polski i Europejski  Puchar Zdobywców Pucharu (Górnik w omawianym sezonie rozegrał aż 43 mecze!). Jednak niedyspozycje Skowronka i Musiałka, sprawiły, że trener postawił właśnie na Szaryńskiego i pozyskanego z Polonii Bytom - Jana Banasia.  Piłkarz miał szczęście, trafił na najlepszy okres gry Górnika. Co prawda w lidze zespół zajął trzecie miejsce, ale triumfował w wielkim stylu w Pucharze Polski, zwyciężając Ruch 3:1 i doszedł do finału PEZP, uznając w wiedeńskim finale wyższość Manchesteru City. A bramkę jaką "Szarik" strzelił Rangersom, posyłając "bombę" z 25 metrów pod poprzeczkę, starsi kibice wspominają do dzisiaj.  To były wielkie dni Górnika... Następne dwa sezony przyniosły kolejne dwa tytułu mistrzowskie i dwa zwycięskie finały rozgrywek o Puchar Polski. W 1970 roku trener reprezentacji Polski  Ryszard Koncewicz uznał, że należy dać szansę utalentowanemu piłkarzowi i Szaryński zadebiutował drugiego września  w Warszawie w wygranym 5:0 meczu z Danią. Za kilka dni rozegrał następny - w Rostocku z reprezentacją NRD. Spotkanie również zakończyło się wynikiem 5:0 - ale niestety dla naszych rywali. Dlaczego było to ostatni mecz w reprezentacji naszego bohatera - tą tajemnicę zabrał do grobu następca Koncewicza - Kazimierz Górski. Piłkarz był naprawdę w dobrej dyspozycji, miał 25 lat, jednak sukces naszych piłkarzy na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 roku oglądał  w telewizorze...  
Jesienią 1973 roku trener zabrzan Teodor Wieczorek już miał dać znak zwiastujący zakończenie kolejnego treningu, kiedy na twarzy Szaryńskiego pojawił się grymas bólu. No cóż,  kontuzje piłkarzowi mogą przydarzyć sie wszędzie, nie tylko podczas meczu. Jednak ta sprawiła, że  rok poprzedzający wyjazd do Niemiec spędzał głównie u lekarzy i rehabilitantów. W nowym roku w zespole Górnika pojawiło się pięciu nowych zawodników i niestety, zabrakło dla niego miejsca. Mecz z opolską Odra rozegrany siódmego października 1973 roku był jego ostatnim występem w barwach zabrzan. W styczniu 1974 roku skończył 27 lat, a to dla piłkarza szczyt możliwości. Nic dziwnego, że nie chciany, znalazł się na celowniku kilku klubów.

Czarno-białe zdjęcie trzech mężczyzn w garniturach, stojących przed budynkiem. [0c61bd66a575]

Zagłębie Sosnowiec

Klub z Sosnowca po rundzie jesiennej sezonu 1973/74 znalazł się w krytycznej sytuacji - 6 zdobytych punktów i trzy strzelone bramki. Nic dziwnego, ze działacze nerwowo rozglądali się za wzmocnieniami, ratującym I ligę dla Sosnowca. Sprowadzili kilku znanych piłkarzy do siebie, chcieli także Szaryńskiego ale piłkarz, który w danym sezonie wystąpił w lidze w barwach jednego klubu, nie mógł w tym samym sezonie grać w innym klubie. Ale i ten przepis udało sie ominąć. W transfer zaangażowano tzw. "najwyższe czynniki", w końcu był to "rodzinny" klub towarzysza Gierka i  Szaryński skuszony podobno nowym mieszkaniem w stolicy Zagłębia, zjawił sie nad Brynicą. Czwarty transfer i czwarty, który odbył sie w atmosferze sensacji...         
W Sosnowcu był podstawowym graczem. W tymże sezonie klub uratował I ligę, w następnych wiodło im się zdecydowanie lepiej i "Szarik" dwa razy unosił w geście zwycięstwa Puchar Polski - w 1977 i 1978 roku. Zagrał w Pucharze Zdobywców Pucharów, a w 1975 roku  triumfował z klubem w Pucharze Lata (Interoto). Sezon 1978/79 był jego ostatnim w barwach Zagłębia. Skończył 32 lata.

Zachód

I otrzymał zgodę na wyjazd na zachód. Skontaktowali się z nim szefowie drugoligowej Dunkierki. No cóż, w tamtych czasach nasi piłkarze wyjeżdżając za granicę, nie byli skazani na ławkę rezerwowych. Jednak każdy z nich - ze względu na obowiązujące, absurdalne przepisy, wyjeżdżał kilka lat za późno. Nie inaczej było w przypadku Szaryńskiego. Po 16 sezonach w seniorskiej piłce organizm coraz częściej się buntował, piłkarz łapał więcej kontuzji. Pograł w Dunkierce, spędził jeszcze rok w RFC Hautrage, amatorskiej drużynie z Belgii, i w 1981 roku wrócił do Sosnowca.

Starszy mężczyzna grający w piłkę nożną w niebieskim stroju sportowym. [902560570477]

Trener

W Sosnowcu rozpoczął od pracy z młodzieżą. Był znaną postacią, młodzi piłkarze patrzyli w niego jak w obraz. Miał wielki szacunek i poważanie. W okresie gry w Zagłębiu skończył katowicką AWF, więc praktykę miał podpartą również solidna wiedza naukową. Piął sie w górę po szczeblach kariery trenerskiej. W 1986 roku objął II-ligową Stal Stalowa Wola, którą rok później wprowadził do I-ligi, co do dzisiaj uważa za swój największy sukces szkoleniowy. Jak wspominają piłkarze z tamtego okresu, Szaryński prowadził "Stalówkę" mocną ręką. Gdy było coś nie tak, potrafił zrobić w szatni awanturę. Drugi raz wprowadził ten zespól do I ligi w 1991 roku.  Ale życie trenerów bywa niespokojne i "rzuca" ich do różnych klubów, w różne rejony kraju. W pierwszej połowie lat 90-tych pracował w II-ligowym Rakowie Częstochowa. Zasłynął wówczas tym, że nie bał sie stawiać na bardzo młodych piłkarzy. W 1995 roku była przygoda z bytomską Polonią, grająca wówczas w II lidze. W sezonie 2000/01 rozpoczął pracę z  Zagłębiem Sosnowiec, które awansowało do I ligi, jednak nie udało się wskrzeszenie dawnej świetności. A potem była jeszcze  Zagłębianka Dąbrowa Górnicza, Piast Nowa Ruda, Andaluzja Piekary Śląskie, Kalwarianka, Sandecja Nowy Sącz. Po zakończeniu sezonu 2010/11 roku Władysław Szaryński zdecydował sie zakończyć swoją karierę trenerską właśnie w Sosnowcu, gdzie ostatnio szkolił grupę 16-latków. Co robi teraz? Wiedzie spokojne życie emeryta. A gdzie go można spotkać. Najczęściej w Sosnowcu na meczach Zagłębia. Jeśli przyjeżdża, jest najbardziej utytułowanym piłkarzem na stadionie. Dwukrotny Mistrz Polski, pięciokrotny zdobywca Pucharu Polski, no i w końcu piłkarz, który wystąpił w finale Pucharu Europy Zdobywców Pucharu. Oczywiście w barwach Górnika Zabrze. Sto lat Panie Władysławie!

Autor: Marek Dziechciarz

FOTO: Śląski Związek Piłki Nożnej

Sponsorzy i partnerzy

Sponsor główny

STS

Partner strategiczny

Madej Wróbel - Wędliny

Partnerzy

EnviesaAMIOKumho TireOptymer TradePeaky BarberStanleyTatoo by PeakyZARYS International GroupAAA AutoCorrendon AirlinesHatomiManufaktura MilanNTIOSHEEDMT ProgressKapicaDe SilvaForsecIzi ProjektKagrexMoto TruckSo InvestSUNFALLVoltrogPsiBufetCub CadetFuchs

Oficjalny Partner Motoryzacyjny

Toyota Czajka

Sponsor techniczny

Reebok

Oficjalny browar

Browar Racibórz

Partner Technologiczny

GreenGo Group

Rozgrywki

Ekstraklasa