Dwaj piłkarze świętujący z dużym pucharem na stadionie. [affeb0478b18]
Historia

Wspominamy zwycięskie finały: Show Jerzego Wilima w strugach deszczu

Odliczając do drugiego maja pragniemy przypomnieć najlepsze momenty Górnika w Pucharze Polski. Dzisiaj rok 1971 i finał, którego bohaterem został Jerzy Wilim.

Sezon 1970/71 przyniósł Górnikowi po trzech latach przerwy  dziewiąty tytuł mistrzowski, zdobyty naprawdę w świetnym stylu. Co prawda po rundzie jesiennej prowadziła Legia z sześcioma punktami przewagi na Zabrzanami, ale wiosenny finisz Górników był piorunujący. w trzynastu spotkaniach nasz zespół zanotował jedenaście  zwycięstw, jeden remis i jedną porażkę. A cztery dni po kończącym ligowe zmagania meczu z mielecką Stalą czekał piłkarzy jeszcze jeden arcyważny pojedynek - finał Pucharu Polski, którego zresztą bronili i to po raz czwarty z rzędu. A droga do tego finału nie była łatwa. Wawel Kraków i Stal Rzeszów zostały pokonane, w dwumeczu z warszawską Gwardią lepszy o jedno trafienie był Górnik, a dwa pojedynki z Ruchem przyniosły dwa remisy, jednak w rzutach karnych triumfowali zabrzanie dzięki fenomenalnemu bramkarzowi Janowi Gomoli.

Rewanż za 1962 rok

Zabrzanie w finale Pucharu Polski mieli wystąpić już po raz dziewiąty! Jednak bilans tych zmagań był remisowy - cztery zwycięstwa i cztery porażki. Tym razem przeciwnikiem było sosnowiecki Zagłębie. W Zabrzu dobrze pamiętano przegrany 1:2 finał rozegrany na Stadionie Śląskim w dniu ówczesnego święta narodowego czyli 22 lipca. Teraz nadarzyła się okazja do rewanżu. Wiosną w lidze Górnik pokonał rywala aż 5:0 i rozpoczął tym passę zwycięskich siedmiu ostatnich spotkań. Bez wątpienia taka porażka robiła wrażenie na rywalach, ale trzeba pamiętać, że Jarosik, Gałeczka, Bazan, Szmidt czy Leszczyński to  aktualni lub byli reprezentanci Polski, którzy w piłkę na pewno grać umieli.

Glos kapitanów

Mieliśmy do tej pory znakomitą serię w meczach finałowych Pucharu Polski - mówił na łamach katowickiego "Sportu" Józef Gałeczka. Dwa razy wystąpiliśmy w finale i dwa razy wygraliśmy. Przysłowie powiada "do trzech razy sztuka", postaramy się aby nie straciło ono na aktualności. Górnik dzięki zdobyciu mistrzostwa Polski zapewnił już sobie start w Pucharze Mistrzów, a my bez względu na wynik  będziemy uczestniczyć w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów, dlatego grając bez nerwowego obciążenia postaramy powalczyć ambitnie i skutecznie. A dyspozycja zespołu, co potwierdził ostatni nasz mecz ligowy z Legią jest na pewno dobra. Tyle kapitan Zagłębia.

Będę szczery jeśli powiem, ze wykonaliśmy w tym sezonie 100 procent planu - mówił przed spotkaniem Stanisław Oślizło. Sezon był ciężki ale na finiszu wszystko ułożyło sie po naszej myśli, sięgnęliśmy po dziewiąty tytuł, ale nie zamierzamy poprzestać na odzyskaniu prymatu . Rozgrywki ligowe dopiero się zakończyły a my jesteśmy nadal skoncentrowani, zdolni do nowego wysiłku. Teraz naszym celem jest zdobycie "podwójnej korony". Dublet ustrzelił w tym sezonie londyński Arsenal, więc dlaczego nam nie miałaby się udać podobna sztuka? Tym bardziej, że bronimy i to po raz czwarty tego trofeum a to zobowiązuje. W niedzielę na Śląskim naszych sympatyków na pewno nie zawiedziemy!

Tyle rzekli kapitanowie, forma i humory dopisywały a piłkarze byli już myślami w tunelu stadionu śląskiego -  pozostało tylko zagrać.

Nie dopisała tylko pogoda

Niedziela 27 czerwca 1971 roku niestety nie okazała się dniem pogodnym, ba, lało jak z cebra. Co prawda po południu aura trochę się zlitowała i warunki do gry nieco się polepszyły. Niestety nie na tyle aby przyciągnąć kibiców na to spotkanie. Na chorzowskim gigancie zasiadło raptem 3 000 kibiców. Taka frekwencja na stutysięczniku to po prostu katastrofa, stadion faktycznie świecił pustkami... Pomimo takich niedogodności kapitanowie - Stanisław Oślizło i Józef Gałeczka wyprowadzili oba zespoły z tunelu i za chwilę arbiter tego spotkania  - pan Stanisław Eksztajn gwizdkiem dał znak do rozpoczęcia ostatniego spektaklu sezonu 1970/71 - finału XVI edycji Pucharu Polski. 

Wystarczyły trzy kwadranse

Piłkarze Górnika doszli do słusznego wniosku, że przy tak nieprzychylnej warunkach pogodowych, grząskim boisku, dodatkowo mając "w nogach" siedemnaście ligowych i pucharowych pojedynków rozegranych w ciągu ostatnich trzech miesięcy, należy zrobić wszystko aby wynik spotkania rozstrzygnąć jak najszybciej. I swój plan konsekwentnie od pierwszych minut realizowali. A zagrali tak, żeby szybko pozbawić zespół Zagłębia wiary w możliwość odniesienia sukcesu. Piłkarze Górnika od początku narzucili swój styl gry przeciwnikowi, raz po raz wyprowadzając groźne akcje ofensywne. Włodzimierz Lubański, który z powodu choroby nie mógł zagrać w tym meczu, oglądając popisy Banasia, Wilima i Szaryńskiego również był spokojny o końcowy rezultat. Co prawda piłkarze z Sosnowca próbowali odpowiadać, inicjując rzadkie ataki, ale cała linia defensywna Górnika włącznie z rekonwalescentem Latochą nie dawała rozwinąć skrzydeł najbardziej aktywnym rywalom  - Jarosikowi i Sewerynowi.

Wilim show

Piłkarze Zagłębia trzymali sie do 27 minuty meczu, kiedy piłka po strzale jednego z zawodników Górnika odbiła sie rykoszetem od obrońcy Zagłębia, trafiła pod nogi Szaryńskiego, który idealnie podał do Wilima, a ten z kilku metrów plasowanym strzałem umieścił piłkę w bramce bramkarza Patoły.  Zagłębiacy nie zdążyli jeszcze ochłonąć, kiedy cztery minuty później przed linią pola karnego sfaulowany został zdobywca pierwszego gola. Pieczołowicie ustawił piłkę  i z aptekarską precyzją umieścił ją pod poprzeczka bramki rywali. Było już 2:0!  Widmo porażki zajrzało piłkarzom Zagłębia w oczy. Przy tak dobrze grającym Górniku nie mieli już nic do stracenia. Rzucili się do ataku i w 37 minucie po rajdzie Ambrożego lewą stroną boiska piłkę przejął Seweryn, strzelił w pełnym biegu z woleja i zrobiło się 2:1. Na zabrzanach ta strata nie zrobiła większego wrażenia, grali dalej swoje. A sosnowiczan ten kontaktowy gol chyba trochę zdekoncentrował, bowiem już sześć minut później Hubert Skowronek ograł całą obronę przeciwnika, wyłożył piłkę Wilimowi,  a ten tylko dopełnił formalności, strzelając tzw. gola do szatni. 3:1 do przerwy raczej pozbawiało rywala złudzeń.  

Porzućcie wszelką nadzieję

Ten cytat z "Boskiej Komedii" oddaje to co działo sie w drugiej odsłonie finału. Zespół Górnika zdecydowanie, niczym rasowy bokser, po nokautujących ciosach zadanych w pierwszej odsłonie, cofnął sie do defensywy, zachowując jednak cały czas kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami i umiejętnie kontrował rywala. Z przodu szarpał Jarosik, próbował rozgrywać Seweryn, jednak wszystko bez skutku. W błędzie są ci, którzy chcieliby zarzucić Zagłębiu słabość. Piłkarze z Sosnowca dawali z siebie naprawdę wszystko, po prostu Górnik był zespołem, który posiadał zdecydowanie więcej atutów. Poza tym warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt: zabrzanie nawet w najlepszych latach nie kończyli sezonu w tak kapitalnej formie! Zespół, który w takim stylu wygrał ligę w dalszym ciągu był głodny sukcesu! Na pewno dużą zasługę miał w tym trener Ferenc Szusza, dzięki któremu Zabrze odzyskało tytuł mistrzowski. Szusza dał drużynie pewien styl, to dzięki jego metodom Górnik coraz lepiej i skuteczniej opanował atak wyprowadzany z defensywy, co było zdecydowanie zabójczą bronią.  Ale wróćmy do meczu. W 60 minucie efektowną paradą popisał się bramkarz Gomola po strzale z rzutu wolnego. I była to chyba ostatnia okazja piłkarzy Zagłębia do zmiany wyniku. Piłkarze Górnika zdecydowanie kontrolowali grę i nie dopuszczali do powstawania kłopotliwych sytuacji na własnym polu karnym. W 70 minucie gracz Zagłębia  - Zawadzki ujrzał czerwona kartkę, ponieważ wyczerpała sie wręcz anielska cierpliwość arbitra - piłkarz od początku spotkania w niewybredny sposób krytykował jego orzeczenia. Po tym incydencie praktycznie mecz sie zakończył. Zawodnicy Zagłębia stracili resztki nadziei na zmianę rezultatu spotkania. "Podwójna korona" dla Górników stała sie faktem! Spotkanie miało na pewno dwóch bohaterów: autora trzech trafień Jerzego Wilima, którego sprowadzono do Zabrza przed sezonem 1970/71 i inwestycja okazała sie jak najbardziej udana, oraz trenera Szuszę, który po raz ostatni prowadził zespół Górnika, a który po tym spotkaniu został wyhuśtany i wycałowany przez całą ekipę z Zabrza.

Skład zwycięskiego zespołu:

Gomola, Wraży,  Latocha, Gorgoń, Oślizło, Wilczek, Skowronek, Szołtysik, Banaś, Wilim, Szaryński.


Marek Dziechciarz

Sponsorzy i partnerzy

Sponsor główny

STS

Partner strategiczny

Madej Wróbel - Wędliny

Partnerzy

EnviesaAMIOKumho TireOptymer TradePeaky BarberStanleyTatoo by PeakyZARYS International GroupAAA AutoCorrendon AirlinesHatomiManufaktura MilanNTIOSHEEDMT ProgressKapicaDe SilvaForsecIzi ProjektKagrexMoto TruckSo InvestSUNFALLVoltrogPsiBufetCub CadetFuchs

Oficjalny Partner Motoryzacyjny

Toyota Czajka

Sponsor techniczny

Reebok

Oficjalny browar

Browar Racibórz

Partner Technologiczny

GreenGo Group

Rozgrywki

Ekstraklasa