![240427HER149.jpg [74c1f3a594e5]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0b000-1f81-72c7-ae95-2a6abfbfdf99.jpg?width=960&format=webp)
Zygfryd Szołtysik: Z tego Górnika może być coś dobrego
O bieżącej drużynie Górnika, ale również o historii porozmawialiśmy z legendarnym Zygfrydem Szołtysikiem. Kto w dzisiejszym Górniku gra w jego stylu? Jak mu się podoba ekipa trenera Jana Urbana? Czego nauczył się od Bobby Charltona, a czego od Edwarda Jankowskiego? Wreszcie co zawdzięcza Gezie Kaloscayowi. Zapraszamy do lektury.
Jak Pana wrażenia po ostatnim meczu i przyjęciu przez kibiców?
- To był bardzo wzruszający moment. Nie jestem częstym gościem w Zabrzu i na Górniku, ale za każdym razem jak przyjeżdżam jest wspaniale. Tym razem otrzymałem koszulkę. Była to ogromna niespodzianka.
Było spotkanie z kolegami z dawnego zespołu. Spotkał Pan kogoś, kogo dawno nie widział?
- Była stała ekipa, która chyba na meczach jest zawsze. Staszek Oślizło, Jan Kowalski, Jan Banaś, czy Henryk Latocha i Władek Szaryński. No i Rainer Kuchta, który też mieszka w Niemczech, choć innej części. Porozmawialiśmy co u każdego słychać, powspominaliśmy, pośmialiśmy się … miłe spotkanie.
A jak się Panu podobał na boisku dzisiejszy Górnik?
- Kiedy byłem poprzednio w Zabrzu – niecałe dwa lata temu - to trochę zespół skrytykowałem. Teraz to jest całkiem inny Górnik. Wielka zasługa w tym wszystkim jest trenera Jana Urbana. Dzięki niemu drużyna jest ustabilizowana. Świetnie gra w obronie. Wszystko jest do siebie dopasowane.
![240427HER143+%281%29.jpg [f0a54820aa9e]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0b000-12c8-71b1-addc-0717d0d48f4b.jpg?width=480&format=webp&quality=85)
Zespół powoli robi krok po kroku
- Tak jest. Zawsze potrzebna jest cierpliwość. Nie da się mieć nową drużynę, która od razu będzie grała na najwyższym poziomie. Potrzeba czasu, by wszystko ze sobą zaczęło współgrać. Teraz możemy powiedzieć, że z tego Górnika może być coś dobrego, oczywiście jak nie zostanie „rozebrany”.
Ktoś konkretnie zrobił na Panu wrażenie?
- Przyznam się, że tak bardziej regularnie oglądam mecze Górnika mniej więcej od roku. Wcześniej nie miałem dostępu do telewizji, która transmitowała spotkania. Już od pewnego czasu zwracam uwagę na Ennaliego, od razu zwróciłem na niego uwagę. Podkreślić jednak chciałbym, że w ostatnim okresie wszyscy grają dobrze i trudno wskazać słabszy punkt. Zespół świetnie broni. Bardzo dobry jest bramkarz, cieszę się, że to chłopak stąd z Zabrza.
A może jest ktoś w Pana typie gry?
- Podoba mi się ten środkowy Hiszpan, Pacheco. Widać, że umie i lubi rozgrywać, dużo widzi i cały czas biega….coś w moim typie.
Atmosfera na trybunach pewnie zupełnie inna niż kilkadziesiąt lat temu?
- To dwie zupełnie inne sprawy. Tylu kibiców, całe rodziny, wszyscy poubierani w szale, koszulki. Pięknie się to ogląda i jeszcze doping robiony przez Torcidę. Widać też, że piłkarze są bardzo popularni wśród kibiców. Za naszych czasów rozpoznawano nas oczywiście w Zabrzu, ale nie było takiego szału – autografów, zdjęć – oczywiście czasy też był inne. Świat się zmienia, każdy ma aparat w komórce. My mogliśmy jeszcze spokojnie żyć.
To teraz czas na wspomnienia. 16 sezonów, 504 mecze … rekord który zapewne nigdy nie zostanie pobity. Czy wśród takiej liczby da się wskazać te najważniejsze?
- Szesnaście lat to rzeczywiście kawał czasu, a co do meczów, to na pewno te pucharowe. Trochę ich rozegraliśmy na wysokim poziomie.
![DSC02886+%281%29.jpg [c8dbd0df88a4]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0b000-160f-7260-a7de-9112d6465873.jpg?width=480&format=webp&quality=85)
Rywalizowaliście między innymi z Manchesterem United w 1968 roku wygrywając jeden mecz.
- Ta potyczka wiele mnie nauczyła. Grałem w meczu w Anglii. Na tej samej pozycji co ja, grał Bobby Charlton, przez co rywalizowaliśmy. Doskonale to pamiętam. Nie mogłem z nim wygrać żadnego pojedynku. To było niemożliwe, przez cały mecz nabierał mnie na jeden trik – robił krok i delikatny ruch w prawo, po czym uciekał w lewo.
Można było sporo podpatrzeć …
- Nie byłem już wtedy młodzieniaszkiem, miałem sporo doświadczenia. Postanowiłem się nauczyć tej sztuczki. Zacząłem ją mocno trenować. Po kilku miesiącach opanowałem ją tak, że prawie każdego zawodnika robiłem na ten trik, tak jak wcześniej Charlton mnie. Ważne było, by robić to na szybkości, wtedy obrońca nie miał szans nadążyć.
Gdy jako młody chłopak trafił Pan do Górnika, kto robił największe wrażenie, komu Pan wiele zawdzięczał.
- Generalnie jestem wdzięczny i szczęśliwy, że grałem z tak wieloma wspaniałymi piłkarzami. Gdy trafiłem do Górnika, to nie znałem jego piłkarzy, nawet Ernesta Pohla. Ja jako młody chłopak chciałem po prostu grać w piłkę. Najbliżej był Radzionków. Tam chodziłem oglądać mecze zza płotu jako bajtel. Nie myślałem wówczas o Górniku. Gdy trafiłem do Zabrza to pod opiekę wziął mnie Edward Jankowski. Wiele mu zawdzięczam. „Jana” znał się na piłkarzach i dawał cenne wskazówki.
Która okazała się najcenniejsza?
- Szczególnie zapamiętałem, że na boisku trzeba – jak to się po Śląsku mówi - „cyganić”. I to okazało się wielką prawdą. Kiedy wszyscy spodziewają się jakiegoś konkretnego zagrania, podania do danego piłkarza, wówczas trzeba zaskoczyć, zrobić coś nieszablonowego. Ważne by wzrokiem nie zdradzać swoich zamiarów. Dużo korzystałem z takiej gry.
Któremu trenerowi Wasz Górnik zawdzięcza najwięcej?
- Bez wątpienia był to Geza Kaloscay. Nie ma dwóch zdać. Dzięki niemu zaczęliśmy grać taktycznie. Wzniósł nas na wyższy poziom. Wczęsniej też graliśmy dobrze, wszystko było w porządku, ale z nim to było coś innego. Pamiętam jego pierwszy mecz. Wygraliśmy na Cracovii 5:3.. był niezadowolony, oczywiście z gry obronnej. To on wprowadził na treningach pojedynki jeden na jeden, dwóch na dwóch. I tak ćwiczyliśmy: ja i Włodek Lubański na Staszka Oślizłę i Stefana Florenskiego.
To na pewno dużo Panu dało…
- Również mentalnie. Wiedziałem, że jak na takich zajęciach jestem w stanie ograć naszych obrońców, którzy są najlepsi w Polsce, to z tymi z innych zespołów też sobie poradzę. Dzięki temu na meczach miałem dużą pewność siebie. Gdy na treningu ograłem Oślizłę, to nikt nie był mi straszny.
![WhatsApp+Image+2024-04-30+at+12.26.28.jpg [c5f275fb2242]](https://media.gz.greengogroup.com/images/originals/01a0b000-1aaf-71b8-b31a-c26b0a1da948.jpg?width=480&format=webp&quality=85)
Treningi z Kaloscayem miały jakieś minusy?
- Wydaje mi się, że wtedy mieliśmy trochę mniej kondycji, bo główną uwagę koncentrowaliśmy na taktyce i doskonaleniu umiejętności. Za to gdy przyszedł Ferenc Szusza … Ten to nas gonił. Za niego mieliśmy niesamowite przygotowanie fizyczne. Po Kaloscayu zostało nam świetne i zgranie, więc wówczas naprawdę byliśmy mocni.
Co by było gdyby tacy piłkarze jak Pohl, Jankowski, czy Lentner urodziliby się kilka lat później i zagrali z Wami w 1970?
- Na pewno szanse byłyby dużo większe, to byli wspaniali zawodnicy.

